Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
Blog > Komentarze do wpisu

How does it feel, to be on your own, like a rolling stone?

Pewnych rzeczy po prostu nie wypada opuścić. Jest facet, który w wieku ponad 60 lat wszedł na palmę, by zobaczyć kameleona, a potem spadł i tak się połamał, że odwołano trasę koncertową. Jest inny o twarzy tak brzydkiej, że nikt nie zwraca uwagi na jego krzywe nogi. Podobno ma język, który jest dłuższy od mojego, a kilka lat temu przez jedną z gazet został obwołany najseksowniejszym mężczyzną roku. Co prawda spora częśc fanek, mogłaby być jego wnuczkami, lecz on nadal porusza się po scenie, mając w sobie tyle energii co mała elektrownia. Jeśli tacy faceci, nazywani legendą rock & rolla mają wystąpić cztery przystanki autobusowe od twojego domu, to naprawdę nie możesz tego przegapić. Twoja mama również.

Tatiana Okupnik jako support to raczej średni pomysł. Przejście od bramek, pod scenę wraz, ze zwiedzaniem stoisk z koszulkami, plakatami i gadżetami pełnymi wywalonych jęzorów, zajmuje akurat tyle czasu, by jej uniknąć. Za to drugi support sprawdza się doskonale. Steve Harley And Cockney Rebel zaskakuje pozytywnie, największe emocje budzi sam Steve i towarzyszący mu skrzypek. Kawałek porządnej muzyki, jestem w trakcie poszukiwań ich płyty.

Wiele osób było oburzonych, że koncert odbywa się w ostatnim dniu żałoby narodowej. Usłyszenie minuty ciszy w wykonaniu kilkudziesięciotysięcznego tłumu, rozwiałoby to oburzenie. Wyobraźcie sobie głośny, wesoły tłum, który całkowicie milknie, na prośbę o uczcenie pamięci ofiar wypadków drogowych. I naprawdę nic nie słychać, poza dobiegającymi z oddali odgłosami miasta.

Scena robi wrażenie wielkiego bloku, który ktoś przez przypadek zbudował na torze wyścigów konnych. 70 metrów wszerz, oraz 30 w głąb i w górę zobowiązuje. I zdecydowanie robi wrażenie. Zwłaszcza gdy dwadzieścia minut po zapowiadanym początku koncertu, eksploduje...

A bigger bang. Na olbrzymim, czarnym telebimie pojawia się malutka jasna kropka, która po chwili wypełnia go całego. A potem z pierwszymi dźwiękami „Start me up" wybucha scena, sekundkę później publiczność. Jeśli wielki wybuch widziałby, ten koncert, to musiałby odejśc do domu ze wstydem, że nie był największy. Gdy dym z fajerwerków opada widać Stonesów. I dają czadu.

Mick Jagger biega po scenie, nie zatrzymując się ani na chwilę. Wygląda na swój wiek, ale zachowuje się jakby niedawno skończył siedemnaście lat. Dorzućcie do tego energicznie-nerwowy sposób chodzenia oraz mocny, choć nieco zaczepny głos i nic więcej o nim pisać nie muszę.

Keith Richards.... to po prostu połączenie zombie z Jackiem Sparrowem. Facet wygląda, jakby miał się zaraz ze starości rozpaść na kawałki, ale na gitarze gra świetnie. Często pojawiał się z papierosem w ustach, a swoimi ruchami i spojrzeniem mówił „Co ja tu wogóle robię? Aha gram na gitarze, to luz." Budząc przy tym mój nieustanny zachwyt. Ze dwie piosenki zaśpiewał sam, bez Jaggera na scenie. I to był zdecydowanie jeden z lepszych momentów wieczoru. Prawdę mówiąc, jestem średnim fanem Stonesów i wielu osobom się właśnie narażam, ale jakby pozbyć się z zespołu Micka Jaggera, to myślę, że na mojej liście przebojów, uplasowaliby się w ścisłej czołówce. Obejrzyjcie sobie zresztą jego wykonanie Love Hurts razem ze śliczną Norah Jones. Jak tu nie kochać tego faceta?

Setlisty tym razem nie będzie, bo i tak mało kogo to interesuje. Warty zapamiętania był duet Jaggera i potężnej czarnoskórej chórzystki, prawie, że zakończony ich kopulacją na scenie. No i moment kiedy wyjechali...

W pewnym momencie środkowa część sceny ruszyła do przodu, a na niej muzycy. Stonesi przejeli wynalazek z drugą sceną od U2 i na trzy utwory przenieśli się w sam środek publiczności. Jakieś dwa metry od miejsca gdzie stałem. Dzięki temu miałem okazję zobaczyć ich z naprawdę bliska (perkusista nosi różowe skarpetki) oraz usłyszeć ich odsłuchy, które skutecznie sprawiły, że nie słyszałem zbyt dobrze tych utworów. Po prostu, dźwięk który słychać z głównych głośników i obraz na telebimie jest spóźniony o jakieś dwie sekundy, względem tego co się dzieje na scenie. Z daleka, jest to nie do zauważenia, ale gdy się stoii kilka metrów od Keitha Richardsa, jest to dość odczuwalne. Niestety, po trzech piosenkach Stonesi wrócili na główną scenę na dobre. Pomijając Micka Jaggera, który pod koniec koncertu przebiegł przez cały wybieg (wzbudzając olbrzmymi aplauz), co przy jego wieku i długości wybiegu było nie lada wyczynem.

Podsumowując. Na Służewcu był rock & roll, był blues, były stare hity, wielkie gwiazdy, tłumy fanów, olbrzymi, nadmuchiwany jęzor na pół sceny i fajerwerki na zakończenie. I tak, owszem. „I can't get no satisfaction" naprawdę zajebiście brzmi na żywo.

wtorek, 14 sierpnia 2007, tjeden

Polecane wpisy

  • Message In A Bottle

    Że jadę na The Police dowiedziałem się koło południa. Co prawda od kilku dni widoki na bilet miałem, ale to na zasadzie jak nikt nie będzie chciał jechać, to ja

  • U2 3D w kinie

    Nicka Cave'a poznałem oglądając na dużym ekranie jego występ w Paryżu, spędziłem dobre kilka godzin w fotelu podziwiając wraz ze wszystkimi dodatkami Pulse

  • The Australian Pink Floyd Show w Spodku - czyli prawie jak Floydzi

    Na zewnątrz muru Miałem wątpliwości czy jechać na koncert The Australian Pink Floyd Show, oficjalnego cover bandu Floydów. Co prawda, podobno grają jak oryginal

Komentarze
Gość: cyc, *.emrsn.co.uk
2007/08/14 16:25:09
pierwszy!
-
Gość: rufjan, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/16 07:52:47
notki o mazurach jak sie domyslam juz nie bedzie, co?
-
tjeden
2007/08/16 08:36:13
@ Cyc

A co na to narzeczona?

@ Rufjan

Bedzie, bedzie, juz nawet troche jej jest napisane. :)
-
2007/08/16 15:44:05
aaa ja chce uslyszec o Mazurach :) i to szybciutko :)
-
2007/08/18 00:33:20
Hyhy... nie lubie Stonesów :>
-
Gość: A, *.chello.pl
2008/12/30 22:21:37
Filip Amick, W-wa