Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
sobota, 28 stycznia 2006
Ponieważ siedzę właśnie w Caffe City Bar (gdzie dostałem kartę stałego klienta :)), postanowilem udostępnić wam moje prawdziwe zdjęcie, abyście mogli zobaczyć, kto tego bloga pisze. Dla niebojących się wyzwań i strasznych widoków podaję link do mego najnowszego zdjęcia. Pozdrowienia z Caffe City Bar. :]

P.S. Pozrawiam obsługę Caffe City Bar! :]
piątek, 27 stycznia 2006
Książki do Analizy: 40zł
Zeszyty do obliczeń: 25zł
Opłata za powtarzanie Analizy 1: 300zł
Ksero notatek od koleżanki: 3zł
Opłata za powtarzanie Analizy 2: 150zł
Dojazd na egzamin poprawkowy we wrześniu (czwarty): 21,44zł
Ksero kolokwiów i egzaminów z poprzednich lat: 2zł
Paragon z Tesco przed oblewaniem zaliczonej Analizy: 46.34zł

Wpis z 3.5 w indeksie, po półtora roku zaliczania Analizy: bezcenne.

Są rzeczy, których kupić nie można. na pewno do nich należy radość z zaliczenia Analizy 1 i 2, po powtarzaniu każdej z nich. :)
niedziela, 22 stycznia 2006
Czas akcji: 22 stycznia 0:15
Miejsce akcji: Zdunia
Temperatura akcji:-17 st. C
(Zupełnie jak w "JAG Wojskowe Biuro Sledcze", w sumie to dziwny skrót, nieważne.)
Po uroczym wieczorze u mnie z moim Kochaniem nadeszła pora, iż trzeba wyjśc na mróz i odwieźć Justynkę do domku. Wsiadając do samochodu ujawniły się me głodomorskie zapędy: "Co byś powiedziała na frytki." Jako, że moje Kochanie bez kolacji było (wiem jestem niedobry i nic Jej nie dałem, ale nie mieliśmy czasu na jedzenie ;)), to chętnie (aczkolwiek z pewnym zdziwniem) na ową propozycję przystało. Skierowalismy się w stronę centrum* przebijając się przez zaspy pod domem i ślizgając się na zakrętach, ruszylismy w stronę budek (z frytkami, tudzież innymi pysznościami, w stylu zapiekanka z grzybami, albo duży hamburger zwany dumnie BigMackiem). Dojeżdzamy, o kurczę, nie dość, że po północy, to jeszcze taki mróz a tu otwarte, Po zaparkowaniu na wyludnionym parkingu (czytaj wjechaniu przednimi kołami w zaspę) udaliśmy się w stronę jedzenia ze zdziwniem zauważając, że nikogo wokół nie ma (prócz śmigających taksówek). Dziwne, nikt nie podzielał naszego frytkowego entuzjamu. Okazało się, że sie myliliśmy, gdyż pani z żalem oznajmiła, że wszystko jest, ale frytek to akurat nie ma. Uznaliśmy, że my jednak mamy ochotę na frytki, no bo co w końcu kurczę blade! A, że nasze miasto nie jest jednak małe i mamy nawet pasaż (gdzie mało kto chodzi, bo w nocy nie jest tam zbyt przyjemnie, ale zawsze to pasaż) z konkurencyjnymi budkami, to podziwiając zaspane (zasypane) miasto dojechalismy i prosimy panią o frytki. Odp: Frytek nie ma. No cóż, dziwni ci ludzie, nie wiem czemu się tak na frytki w taki mróz rzucili, jakby nie mogli sobie zapiekanki wziąć,a frytki zostawić nam, bo my naprawdę mamy ochotę na frytki. Z żalem, bo z żalem ale poprosiliśmy o dwa hot-dogi. Dostaliśmy, cieplutkie, ba gorące aż miło. Kochanie idzie w stronę samochodu, mówię żeby poczekała. "Zimno jest, w samochodzie zjemy." na co odparłem "No co ty, żebyś mi samochód ketchupem ubrudziła." Ale dałem się udobruchać i przy włączonym świetle i ogrzewaniu (coby spowrotem znów nie prowadzić w rękawiczach) zjedliśmy nasze ciepluchne Hot-Dogi. Co nie zmienia faktu, że i tak miałem ochotę na frytki.

*Do centrum- stosowane zamienie ze zwrotem "do miasta"** główne skrzyżowanie (jedno z niewielu, które ma sygnalizację świetlną w mieście), obok jest sklep mięsny, budki (dwie) z fastfoodami oraz jedna z totolotkiem. Niedaleko jest nawet cukiernia, pizzeria i zakład pogrzebowy, że o całodobowym nie wspomnę.
**Nie wiadomo dlaczego wszyscy moi znajomi mieszkający notabene w mieście, jak idą na zakupy używają zwrotu idę do miasta, jakby mieszkali gdzie indziej. Zupełnie nie rozumiem tego.
sobota, 14 stycznia 2006
Poruszony do głębi wczorajszym artykułem (nie musisz czytać ;)), w którym zacny pan prezes zarządu naszych pięknych, szybkich, czystych PKP Intercity, pisze dlaczego bilety kosztuja ile kosztują i ile to uny (zarządcy koleii) nie robią, cobyśmy ich pociągami jeździli często, a przyjmnie, a takowoż po ostatnich doświadczeniach i przemyśleniach w czasie mych częstych zugiem podróży, muszę pare swych przeżyć, tudzież spostrzeżen (niekoniecznie odkrywczych ;)) na temat naszego narodowego przewoźnika (jaki naród, taki przewoźnik ;)), tu wylać. Jeśli przebrneliśćie przez pierwsze zdanie, to teraz będzie już łatwo i przyjemnie. :)

Wtorek, 13:40, wsiadam do pociągu relacji Dom-Warshau. Pociąg tak długi, że jeden z moich kolegów, nawet mógłby się w nim kompleksów jeszcze większych nabawić. Wchodzę do przedostatniego wagonu, patrzę do pierwszego przedziału, pusto, w drugim i trzecim też, w dwóch wagonach, ani żywej duszy. No cóż, nie dziwię się dlaczego pkp popada w długi, bo nie sądzę, żeby mój bilet wystarczył na sfinansowanie przejazdu dwóch wagonów, chociaż w sumie ja powinienm być zadowolony, bo przez 3 godziny (przepraszam, zapomniałem, że 4 bo godzinkę pociąg ślicznie sobie stał w polu przed Koluszkami, po co to nie wiem, może maszynista wyskoczył na chwilę zrobić siku, a potem zabłądził i nie mógł trafić do lokomotywy), widziałem tylko ze cztery osoby przechodzące korytarzem i konduktora, który na mój widok w przedziale zrobił taką minę, jakby zobaczył ducha. To, że konduktorowi towarzyszyła jakaś dodatkowa kontrolerka zbędę milczeniem, pewno to jakieś pomysły a'la urząd antykorupcyjny, ważne, że o jedną bezrobotną mniej.
Po szczęśliwym dotarciu do celu podróży*, celowo udałem się do kasy celem nabycia biletu powrotnego. Po odstaniu obowiązkowych 7 minut (pani z okienka niezykle sprawnie obsługiwała 3 osoby) poprosiłem grzecznie o bilet do domu, studencki na piątek, na co usłyszalem kompetentą odpowiedź, świadczącą o tym jak daleko miała do mózgu: "To znaczy na któreeegoooo?", po mojej minie, która wyrażała "Co ona robi tu?" i myśli, że przecież, to jej powinno bardziej zależeć, żeby mi sprzedać bilet zostałem wyprowadzony z błedu. "Po całym dniu pracy, mam prawo być zmęczona."-głos wyniosły niczym Hogaty, tej ze smerfów, (nawet była podobna, tyle, że Hogata nie miała wąsów). Widząc, że baba siedzi i nic nie robi przecałkowałem szybko dzisiejszą datę i mówię: "Na trzynastego.", po czym rozwalająca mnie odpowiedź "Normalny, taaak?". Żal mi się zrobiło jej wymierających neuronów i emigrujących synaps i powtórzyłem, że studencki. Kładę odliczną kwotę 21,50zł (bilet kosztował 21,44), "No ale ja nie mam wydać". Mówię, że nie mam drobnych. "Ja panu nie wydam". I siedzi. Siedzi. Nie ruszy tyłka, żeby pójść rozmienić, ani nawet łaskawie nie powie mi, żebym poszedł do diabła, lub sam zatroszczył się o drobne**, zadowolona, że w końcu ma chwilkę spokoju, nie musi pracować. Na szczęście sympatyczna pani za mną widząc, że Hogata zaczyna już kontemplować zacieki na suficie centralnego, użyczyła mi nieszczęsnych 4 groszy i zakończyła sprawę. Teraz już wiem, czemu 3 osoby pani z okienka obsługiwała 7 minut, a moje kupno biletu przedłużyło się kilkukrotnie. I powiedzcie, jak tu nie kochać PKP?

*A jeśli spytasz o cel podróży, odpowiem Ci, że warto iśc, po prostu iśc, iśc jak najdłużej.. [cytat]
**Nagminna praktyka pań kasjerek. Idziesz rozmienić 10 zł i nagle okazuje się, że nigdzie w promieniu pół kilmetra nie ma drobnych., dlatego trzeba stosować proste fortele. "Może pani rozmienic 10zł?" "Niestety" i wtedy przystępuje się do kontrataku "To poproszę tą gumę do żucia za 50gr". Zazwyczaj działa.
sobota, 07 stycznia 2006
Przeprowadzka, wizyta Justynki i Hamleta, Olonalia, święta, Normalsi, sylwester z bolącym zębem, dużo pracy. Nawet jest co pisać, ale niestety nie mam kiedy (w Internecie jestem tylko w weekend), więc w miarę możliwości będę starał się uzupełniać wpisy. Narazie, w ramach zastępstwa polecam wam słuchanie radia. Dla mniej wymagajacych polecam Eskę Rock, przy której spędzam pięć dni w tygodniu. Naprawdę grają to co lubię (albo polubiłem, to co grają. :))
Dla bardziej wymagających polecam Twoje Ulubione Radio. Zasady są proste: podajesz Twoje ulubione piosenki, zespoły, a oni puszczają Ci muzykę ze swojej bazy danych (ponad 100tys. utworków), która jest podobna do tego co lubisz. Jak ci się podoba to dajesz im znać, że to lubisz i chcesz więcej piosenek w tym klimacie, a jak nie podoba to od razu ją zmieniają. Co ciekawsze rzeczywiście po kilku (kilkunastu) próbach radyjko zaczyna grać coś co Ci się podoba, a nawet tego jeszcze nie znasz. :) A wszystko dzięki sprytnym algorytmom. :) Może brzmi to jak kryptoreklama, ale ja jestem tym zachwycony, słucham Pandory dużo i innym polecam,  przydaje się zwłaszcza tym, którzy szukają nowych zespołów. Pozdrowienia zza sterty. ;)