Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
środa, 31 stycznia 2007

Teledyski Aerosmith. Widzieliście Amazing? Widzieliście Crazy? Widzieliście Crying? Oglądałem te teledyski pierwszy raz pewno gdzieś pod koniec podstawówki, lub na początku liceum. I zrobiły na mnie wrażenie. Duże. I wrażenie pozostało. Oglądałem od tego czasu wiele dobrych teledysków, ale żaden nie przebił pod tym względem Aerosmith. Nie jest to bynajmniej zasługa zespołu, który swój występ w tychże ogranicza do grania na gitarach w różnych dziwnych miejscach i wygibasów przy mikrofonie Stev'a Tylera. Chodzi raczej o jego córkę Liv. I o Alicie Silverstone. I o fabułę. I o marzenia nastolatków.

Amazing - marzenie każdego samotnego, napalonego nastolatka. (Też takim kiedyś byłem) Usuwasz pryszcze, zakładasz kask, wybierasz motor, dziewczynę i ahoj przygodo. Jesteś w teledysku. A tu wszystko dozwolone, możesz polecieć samolotem, pójść na piechotę, a przede wszystkim jest Ona. I ty z nią. Na pędzącym motorze (bezpieczne tylko w cyberprzestrzeni). Nawet jak Ci się cola przedwcześnie wyleje, to zawsze jest backspace. I zakończenie, zawsze cieszy i zaskakuje. Miło też być czyimś marzeniem. Good night.

Crazy - kto z was nie chciał kiedyś wsiąść do takiego kabrioletu. Z takimi dziewczynami. Jest w tym teledysku coś z ostatniego dnia szkoły. I odrobina (odrobina? - dużo) szaleństwa. Odrobina? seksu. Czy ktoś widział gdzieś, żeby tak tankować samochód? Punkt dla ciecia, trzy punkty dla kolesia przy kasie, zawsze chciałem być na jego miejscu. Jest nawet striptiz. Żeńskiej widowni pozostaje traktorzysta. Też niczego sobie.

 

Cryin' - najlepszy. Zaczyna się mocno. Od mocnej gitary i... Alicji Silverstone. I to ona nadaje rytm temu teledyskowi. Ładnie potrafi dać w mordę. Ładnie samochód jej się psuje. Rozpina sukienkę. W taki sposób, że jak byłem mały była to dla mnie jedna z najbardziej erotycznych scen wszech czasów. Ten dziecięcy uśmiech po założeniu kolczyka... Znam nawet jedną osobę która robi tak samo. Ale wszystko przebija scena na moście. Zwykłe dżinsy, koszula w kratę i powiewające na wietrze blond włosy. Może się to wydać dziwne, ale tak właśnie wyglądał mój ideał dziewczyny z liceum. Chociaż, czy ja wiem, czy on się tak bardzo zmienił?

 

Amazing i Crazy .

P.S. Aha, jeszcze skok. Dziwne, że jej pół brzucha nie wyrwało. Ten kolczyk musiał być nieziemsko mocny.

poniedziałek, 29 stycznia 2007
Rufjan pięknie niedawno podsumował naszą sesję: "na politechnice jest coś magicznego w sesji... inni mają przejebane, a my wypoczywamy". Fakt, chyba największą zaletą tych studiów, jest to że w sesji człowiek ma wrażenie, że są wakacje. Nie mówię że jest łatwo, ale na pewno jest mniej do nauki niż w czasie semestru. Skutkuje to pewnym lenistwem, bo jak tu się uczyć, gdy masz na przyswojenie jakiegoś materiału aż kilka dni? Luksus nie do pomyślenia w ciągu semestru. Ale egzamin, egzaminem, zobaczymy jak pójdzie rano, to znaczy za 7 godzin. Chyba w końcu zajrzę do tych notatek, może to coś pomoże...
piątek, 26 stycznia 2007

Notke szlag trafił. Była taka długa, ciekawa, trzy godziny ją pisałem. Dużo było w niej o Piotrku J. A tak wszystko poszło do piachu. Ehh szkoda gadać...

Nieprawda. Nie było żadnej notki, nic nie napisałem. To był tylko taki wstęp, dość typowy dla bloga. Często takie widziałem, więc tu też kiedyś taki powinien się przytrafić. W sumie mógłbym napisać tylko parę pierwszych zdań i notka byłaby (a raczej jej brak) usprawiedliwiona. Ale nie o to przecież chodzi. Przejdźmy więc do konkretów czyli ogłoszeń parafialnych:

W tym tygodniu, w czwartek zaczeliśmy sesję. Niech ten wyczekiwany przez wszystkich czas nauki, przysłuży się studiującym, by szybko i prosto zdali wszystkie egzaminy. Nie zapominajmy jednak bracia i siostry, że egzamin nieopity, to dwa następne w plecy. Skorzystajmy z tej okazji, że nie ma zajęć i częściej doprowadźmy się do odurzenia alkoholem. Szczegółowy plan sesji wyłożony w gablotach i na stronie wydziału.

Wszystkich chętnych, szczególnie tych, którzy będą mieli już ferie zapraszamy na Olonalia. Bliższe szczegóły i termin zostaną podane w przyszłym tygodniu. Chetnych do wstąpienia zapraszamy.

Na stojaku przy barze w City, można nabyć prasę. Polecamy Najwyższy Czas, NIE i nowy numer Cosmopolitan.

W tym tygodniu upili się do nieprzytomności... hmm nikt sie w tym tygodniu nie upił do niepytomności. Wspomnijmy ich i ich wątroby dobrym słowem.

Na koniec pragniemy pogratulować sukcesów w życiu osobistym, Torianne i Tjednemu.

Na nadchodzący tydzień pracy, nauki i odpoczynku, życzymy wszystkim czytającym pomyślności i szczęscia na egzaminach.

niedziela, 21 stycznia 2007
Nawiązując do przedsotatniej notki, dziś będzie krótko. Bardzo. PKP wydało jakiś czas temu kalendarz. Na nim to były osoby, szczęśliwe że jadą pociągiem, niczym obywatel IV RP. I hasła w stylu: "Jak zawsze będzie śnieg na święta.", lub "Mama pewnie już gotuje mój ulubiony rosół." Tym razem przeszli samych siebie. Ale tu wystarczy sam obrazek. Komentarz jest zbędny.


22:27, tjeden , PKP
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 stycznia 2007
Na pewno jedną z najlepszych tras koncertowych na jakich nie byłem, jest Pulse Floydów. Muzyka, światła, emocje, tak w trzech słowach można opisać tamte koncerty. Multikino przed sesją zrobiło mi i Primowi miłą niespodziankę puszczając DVD z Earls Court. Plus ponad godzinę dodatków potem (w sumie puścili wszystko co było na płycie, łącznie ze zdjęciami i rozszerzoną listą płac, ale to w sumie dobrze, bo nic mi nie umknęło).




Co można w skrócie powiedzieć o tym koncercie?
Był śliczny Shine on, był leciutki Learning to fly, praktycznie większa połowa Division Bells, One of these days, no i kompletna, koncertowo wykonana (dosłownie i w przenośni) Ciemna strona księżyca. Sam zespół (praktycznie ci sami ludzie co w stoczni) i muzyka to nie wszystko. Fakt, muzycznie powalające, jak usłyszałem CD, to przed pół roku nie wyjmowałem ich z odtwarzacza. Ale potem zobaczyłem koncert. Powiedzieć, że zrobił wrażenie, to eufemizm. Powalił mnie i zniszył. Światła, efekty, wybuchy, płonące samoloty, setki laserów a w środku stoi parę osób i na luzie wykonuje Muzykę. Nie widziałem bardziej dopracowanego i robiącego większe wrażenie show. Można tego słuchać, ale dopiero oglądając docenia się całość.



Na koniec parę słów o perełce. Mianowicie chodzi o Comfortably Numb. Tak wykonanej na żywo piosenki nie widziałem nigdzie indziej. Gdzieś dwie trzecie piosenki zajmuje solówka. Ale jaka. Nie ma w niej żadnego zbędnego dźwięku, ani żadnego nie brakuje. Te za to co są, podnoszą z każdą sekundą napięcie. Gilmour sotpniuje je i podwyższa, po czym wchodzi na tak wysokie rejestry*, że są one na granicy dobrego smaku, ale robi to z takim wyczuciem, że słychać tylko czystą przyjemność. Orgazm w uszach. O oprawie wizualnej do tego nie mówię, bo jest równie powalająca, a nie chcę wam psuć zaskoczenia. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję ten utwór z tego koncertu zobaczyć, to naprawdę polecam. Nawet jeśli nie lubicie Pink Floyd i takiej muzyki. Naprawdę warto.

Cudowny koncert, szkoda że tylko w kinie, a nie na żywo. Aż mi się przypomniał pewien sierpniowy, słoneczny dzień i kilka godziń, gdy spełniły się moje dwa marzenia. Kusi mnie teraz by wydać setkę euro i jechać do Pragi, lub Berlina zobaczyć ostatniego Floyda, którego nie widziałem - Watersa.

* Przypis tylko dla studiujących na Polibudzie - nie chodzi o rejestry EAX, EBX, ECX i EDX.
niedziela, 14 stycznia 2007

Pociągi widmo

PKP przechodzi zmiany. Niewprawne oko może tego nie dostrzegać, jednak zagorzałym fanom nie mogą one umknąć uwadze. Nie chodzi tu tylko o takie detale jak likwidowanie ilości połączeń i przenoszenie ich na dziwne godziny. To ostatnie dotknęło nie tylko mnie, a także znajomych z Breaslau (pewnie dlatego, że tymi samymi pociągami jeździmy, tylko w innych kierunkach.). Pociecha z tego taka, że Ostrawianinem jeździ się tak jak w pierwszej klasie, bo wszystkie przedział mają po sześć miejsc i wygoda, a i komfort wzrosły. Dla uprzyjemnienia nam podróży PKP dodatkowo zwiększa ich czas (żebyśmy się zdążyli nacieszyć pociągiem). Ja wiem, że remontują linię kolejową (Warshau – Miasto Łódź), w celu skrócenia podróży o godzinę, ale na razie efekt jest odwrotny. A remont polega, na tym, że na odcinku 50 kilometrów (gdzie pociągi jeżdzą wahadłowo), pracuje około pół tuzina robotników, z czego jak ich widzę, to połowa ma zawsze przerwę na jedzenie. Choć mimo wszystko trzygodzinne opóźnienie pare tygodni temu wciąż robi na mnie wrażenie.

Kasy

Widać, że ktoś w dyrekcji PKP postanowił w końcu zadbać o Centralny. Ale mu nie wyszło. Prawda, zostały otwarte nowe kasy, ale jakiś bałwan oblepił je wielkimi, pomarańczowymi reklamami Intercity. Co mnie nawet zmyliło, bo są to wciąż te same kasy, co wcześniej i bilet na pośpiech dostanie się bez trudu. Ale po co zaklejać rozkłądy jazdy? Teraz każda głupia babcia ma wymówkę, czemu się pyta w kasie o której odchodzi pociąg do Krosna Odrzańskiego, z którego peronu odchodzi, i czy ona będzie przejeżdzać przez Bydgoszcz, bo tam ma znajomą, ale nie wie czy ta znajoma wciąż jeszcze żyje i...

Rozkład... PKP

Choć może dobrze zrobili, bo te żółte rozkłady co najwyżej do podtarcia sobie nimi za przeproszeniem dupy mogą służyć. Spróbujcie wybrać się do Łodzi lub Wrocławia, tak jak wam tam sugerują, to sobie poczekacie na peronie. Raz skuszony rozkładem przychodzę pojechać do Łodzi. Upewniam się, że pociąg odchodzi za kwadrans, a tu kicha. Pociąg który podług rozkładu jedzie do Łodzi, sepleniąca pani annonsuje jako do Łowicza, czy coś w tym guście. Ki diabeł myślę, idę na peron, a tam zonk. Wszystko wskazuje na to, że mi pociąg zamienili i ten co miał jechać do Łodzi, to nie jedzie do Łodzi, tylko gdzieś zupełnie indziej, a następny jest za ponad godzinę. Wkurzony niemiłosiernie, bo specjalnie się z zajęć urwałem, a tu mam mnóstwo wolnego czasu w jednym z najprzyjemniejszych miejsc w Warszawie. Zły bardzo, udaję się do informacji z pytaniem „Gdzie tu mogę dostać księgę skarg i zażaleń?”. A pani się mnie ze spokojnem pyta do kogo: czy do naczelnika, czy do kierownika stacji, dyspozytora... Widać, że nie tylko ja mam ochotę komuś wygarnąć. Mówię, że tak ogólnie na PKP. Więc pani mnie odsyła do okienka obok, które się okazuje kasą zwrotów. O nie, ja dziękuję z tym okienkiem nie będę zadzierał.

Panienka z Okienka

Już tłumaczę czemu. Okienko zwrotów to sztandarowa placówka PKP, gdzie są posyłane najcięższe i największego kalibru baby, gotowe własną piersią bronić każdych 2 groszy należnych lub nie PKP. Takie u których kupienie biletu w obie strony i od połowy trasy na pociąg pośpieszny graniczy z trudem. Bo mają trudności z wstukaniem paru liczb. Kilka razy zmuszony byłem korzystać z ich usług. Raz, właśnie wtedy gdy zastałem oszukańczy rozkład. Chodziło o podróż, tą gdy kilka dni temu mój pociag spóźnił się jakieś trzy godziny do Warshau. Jakoś w ciągu tej blisko sześciogodzinnej jazdy nikt nie sprawdzał biletów (pewnie konduktor byłby pod ziemię się zapadł, gdyby musiał tłumaczyć, czemu się tak wleczemy). A że akurat znów zdenerwowałem się na naszego narodowego przewoźnika, przypomniałem sobie o nieskasowanym bilecie sprzed kilku dni, to postanowiłem go zwrócić. A tu pani mówi, że nie, że widać że niewykorzystany, ale zwrócić mogłem go tylko w dniu podróży na stacji z której wyjeżdzałem. A to jest przecież bez sensu, bo bez biletu jechać nie mogłem, bo a nóż widelec by sprawdzali i co wtedy? Widać, że PKP nie takie głupie jak się wydaje i oszukać ich się łatwo nie da.

Ale największe wrażenie panienka z okienka (raczej baba) zrobiła na mnie jakiś czas temu, gdy wraz ze znajomymi i Heńkiem udaliśmy wymienić się jego bilet. Zostaliśmy uraczeni taką oto scenką, rodem z Misia. Przed nami w kasie stoi jakiś człowiek i gęsto się tłumaczy, że chce zwrócić bilet. Baba mówi mu, że musi mieć dowód zakupu, paragon, czy coś takiego. Koleś się grzecznie pyta, gdzie tu jest coś takiego napisane, bo to jakieś bzdury są. Na co baba bez słowa wyciąga wielką kartkę, na której napisane to co przed chwilą powiedziała i ze stoicikim spokojem przykleja ją do szyby. Koleś zdumiany pyta się, że co, on teraz ma jej jakąś kartkę przykleić? Baba wzrusza ramionami, wzrokiem wskazuje rzeczony tekst, a biedny człowiek musi się poddać i odstąpić. Z babą z kasy zwrotów nie wygrasz.

22:34, tjeden , PKP
Link Komentarze (4) »