Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
czwartek, 16 lutego 2006

Wiercąc uchywty na karnisze udało nam się (a konkretnie to panu Antoniemu, którego zdjęcie zamieszczam poniżej), wwiercić w kabel, tak, że na chwilę zgasło światło, a mnie dopadły już depresyjne myśli, że przyjdzie mi niczym egipcjanom w tych ciemnościach mieszkać. Okazało się po prostu, że kabel był tak głeboko w betonie zatopiony, że magiczne urządzenie rodem z Hogwartu (takie co to bipaniem oznajmia, że w pobliżu jest prund) nic nie wykryło. Cóż, fachowcy potrafią robić psikusy. Takie jak wystająca na pół metra rura wentylacyjna, zamiast na kuchnie (trochę za duże słowo, wystarczyłoby aneks) wystaje prosto na pokój. Choć w sumie wzbudza to zawsze u nowych gości niejakie zdziwienie i zadumę nad zamysłem projektantów. Podobnie rury do kaloryferów idą centralnie przez środek pokoju, co ma tę wadę, iż nie można było jednej z listew przywiercić, tylko jest przyklejona, co objawia się ślicznym czarnym klejem zbierającym się wokól listwy, ale z drugiej strony przyjemnie w nózki grzeje.



Fachowiec zadowolony po pracy. :) Uprzedzając pytania informuję, że to na drzwiach to nie cegła, tylko gąbka pełniąca rolę obijaka. Acha kolor ścian wszędzie, to żółty. Wszędzie. Nie miałem weny takiej jak do kafelek. :)

Gdy tylko pan Antoni skończył, zacząłem kursować między tajną kwaterą Dr Evila, a Alternatywami, coby klamoty przenieść. Właściwie po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że 15 minut do metra, to jednak jest trochę, wtedy gdy szedłem uginając się pod plecakiem ze stelażem pełnym książek.* Oczywiście po przyjściu okazało się, że nie mam nic w lodówce (nawiasem mówiąc nie mam też lodówki**), więc trzeba było iść do sklepu. Tym razem nie Tesco, bo do Żanta mam bliżej niestety, więc znów maszerowałem z wypchanym plecakiem (tym razem wypełnionym jedzeniem i różnymi napojami. ;)) W tym miejscu muszę wspomnieć o tym, że zlewu (w sumie kuchni jako takiej) jeszcze się nie dorobiłem i rolę głównego ujęcia wody w mieszkanku pełni to nad umywalką. Tak, że chłodzę na balkonie, a zmywam w łazience, dobrze, że chociaż nie załatwiam swych potrzeb w sypialni. :)
Kupno drzwi pozwoliło mi przypomnieć sobie cudowne czasy jawnego socjalizmu (których notabene nie pamiętam). Sprawa wygląda następująco: drzwi można kupić kiedy się chce. Ale z powodu tego, że w grudniu kończyła się ulga budowlana, to wierzeje (trudne słowo do zapamiętania ;)) stały się towarem deficytowym, gdyż po prostu co poniektóre fabryki nie nadążały za produkcją. Oczywiście Olo chciał drzwi, na które trzeba czekać na dostawę prawie dwa miesiące. Skutkiem tego do całkiem niedawna rolę drzwi do łazienki pełniła śliczna, lekko dziurawa, półprzezroczysta zasłonka, dodającą każdemu wyjściu za potrzebą w obecności osób trzecich, lekkiej pikanterii. W sumie ten delikatny ekshibicjonizm przeszkadzał tylko mojemu Kochanemu Słoneczku i koleżankom, za to facetom nie stwarzało to jakichś większych problemów (nie wiem dlaczego? :)). Kilkanaście dni temu doczekałem się w końcu Panów Monterów, na szczęscie nikt nie sprzedał ponownie kupionych przez mnie drzwi, co przydarzyło się niedawno Rufjanowi. Przyszedł do sklepu, po odbiór zapłaconych drzwi, ale dowiedział się, że nie ma tych jego, bo je sprzedali komuś innemu, tudzież może są na magazynie, ale mają renament i nie wiedzą w końcu czy je mają. Wracając do Panów Monsterów, to drzwi założyli, tylko okazało się, że nie mam klamek. Więc mieszkam sobie w pokoju bez klamek i mam nadzieję, że któregoś pięknego dnia nie zatrzasnę się sam w łazience...

*Zauważyliście pewnie, że w torbie najcięższe zawsze są książki. Wydaje mi się, że jest tak mimo, że sam papier jest lekki, bo to wiedza w nich zawarta tyle waży.

**Za to jej funkcję pełni zewnętrze za oknem. Jakiś czas temu, ta moja lodówka nieco się zepsuła, bo zamiast chłodzić, to mroziła i to do minus 20 stopni, ale teraz sytuacja wraca do normy. Jestem zapewne jedną z niewielu osób, które tak do końca nie chcą by zima przeszła. Bo gdzie ja wtedy będę chłodził piwo?

środa, 15 lutego 2006

Serio, serio przeniosłem się na ulicę Alternatywy, na Ursynowie (na “czwórkę” mam widok z okna). Niestety nie jest to sławetny blok, gdzie kręcono serial (ten “prawdziwy” :) jakieś dwa kilometry dalej się znajduje, może kiedyś się przejdę), ale też bywa zabawnie.

Odcinek 1 Remont

Jako, że w pustych ścianach mieszkać się nie da, przeto sprowadziliśmy ekipę w osobie pana Antoniego, któren to fachowcem jest dobrym, lecz uważa, że co nagle to po diable i trzy tygodnie mu zajęło położenie kafelek, podłógi pomalowanie ścian. Co potrafi majster, ot chyba każdy wie, w sumie ja jakichś większych przejść nie miałem, no może poza łazienka. Po obmyśleniu jak ma ona wyglądać, udaliśmy się po kafelki, nawet były te co chciałem, fajnie, ładnie wszystko wyliczone, wiemy ile dokładnie ma ich być nawet jak mają leżeć. Przyjeżdzamy do pana Antoniego i tłumaczymy na którą ścianę co i jak. Kafelek są trzy kolory plus trzy rodzaje kafelków od szlaczków, do tego na dwóch ścianach chcemy, coby płytki były horyzontalnie, a nie wertykalnie. Tata tłumaczy, tłumaczy, a gdy kończy, to pan Antoni kwituje to słowami: “Mnie to się zdaje, że pan to sam ni wie o co panu chodzi, a ja to już wogóle.” Teraz ja próbuję wytłumaczyć naszą wizję artystyczną. Rysuję na kartce wszystkie ściany, układam na podłodze kafelki, jak mają być. Pan Antoni drapie się po głowie i mówi: “Ja to sobie musze wszystko rozrysować”.Po czym wyciąga skraweczek papieru niewiele większy od znaczka pocztowego, adekwatny do tego ołówek i od początku pyta się co na którą ścianę i sobie dokładnie rysuje kafelka po kafelce dodając sobie tylko zrzumiałe przypisy. Skończył. Chwila na przemyslenia pytania, w końcu on nam zaczyna tłumaczyć jak to widzi, poprawiamy jego wizję i mówimy, że nie o to nam chodzi, po czym on znowu myśli, poprawia pyta się jeszcze raz o wszystko, my mu jeszcze dwa razy wszystko tłumaczymy, po czym pan Antoni kwituje to słowami: “Aaaaaacha, to nie takie trudne.”. Dwie godzinki tłumaczenia, ale gdy po dwóch dniach jechałem zobaczyć jak łazienka wygląda byłem pewien obaw, czy sie dobrze zorzumieliśmy, ale na moje szczęscie, widocznie tak było. A gdy pół łazienki było gotowe, (na szczęście nie cała) to przyjechała Fanka Dżemu i powiedziała, że trzeba pociągnąc kafelki troszkę wyżej, bo tak to źle wyglądą. I pojechaliśmy znów po kafelki, a pan Antoni znów zabrał się za kucie ściany, coby równo było...

poniedziałek, 13 lutego 2006

So. Jestem w trakcie przygotowywania dłuższego wpisu, a żeby zachować jakąś chronologię, po dość długim niebycie, wrzucam to tak na rozgrzewkę, wkrótce powinno być coś nowego. :)

Miesiąc miodowy się skończył. Wyprowadziłem się od dr Evila i Geja-Czarodzieja. Bedzie mi brakowało absyntu, meczów w Blobby Volley do 3 nad ranem, w czasie których przegrywało się 6 piw i trzeba było grać dalej, żeby się odkuć. Skończy się dr Evilowskie "Tylko zgaście światło, bo ja w przeciwieństwie do was oszczędzam." Zresztą dr Evil przyjął na siebie niezwykle zasczytną rolę uświadamiania nas w kwestii oszczędzania energii. Z tego co się nauczyłem to wystarczy postępować wg kilku prostych zasad:

1.Zasada jednej żarówki, nie chodzi tu tyle o żarówkę, co o to, żeby światło było zapalone w jednym pomieszczeniu. Zasada prosta . Polegało to na tym, że gdy robiliśmy sobie na przykład na chwilę kanapki w kuchni, dr Evil gasił świato w pokoju rzucając niby od niechcenia: "Wy nie oszczędzacie, ale ja oszczędzam".

2.Naucz się rozsądnie wykorzystywać czajnik. Naczucony w domu, że dobrze jak zawsze jest trochę nie za ciepłej przegotowanej wody zagotowowywałem więcej, a nóż widelec ktoś będzie chciał się czegoś zimnego napić. Po delikatnej uwadze dr Evila: "Ten czajnik to straszny pożeracz prądu, a ja oszczędzam" starałem się nalać dokładnie tyle wody ile trzeba, a jeśli przypadkowo zagotowowywałem więcej, to nauczyłem się nadmiar wrzątku wylać do zlewu. I wtedy nie widać, (oprócz rachunków) że zużywa się prąd.

3.Wyłączony monitor. Myk polega na tym, że wychodząc z mieszkania, jeśli komputer jest włączony i widać, że coś się ściaga z netu (Hot Shots 2, tudzież jakiś koncert U2 ;)), to bezwzględnie należy wyłączyć monitor, bo wtedy przecież komputer prądu nie pobiera, bo widać, że jest wyłączony. ;) Kiedyś niepomni tego, zostaliwiliśmy włączony komputer. Po zatrzymaniu na schodach standardowym "Bo ja oszczędzam." Maciek wrócił na górę, po czym... wyłączył monitor.
Bo przecież, czego oczy nie widzą, tego portfelowi nie żal.


P.S. Wiedziałem, że jedynym sposobem na 42 komentarze, jest umieszczenie swojego zdjęcia na blogu. :)