Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
poniedziałek, 28 listopada 2005
Tak, tak, ten wpis wogóle nie będzie o moim frejndzie lepsiejszym Bartusiu. Po prawdzie jestem w trakcie pisania dość obszernej historii mej z Nim znajomości, ale ponieważ chciałbym zachować tam jakąś chronologię, to narazie tekst leży, bo może mi się przypomni więcej emocjonujących momentów, które mogłyby rzucić nowe światło na Jego mroczną osobowość.

Tymczasem w przerwach między nauką (a w sumie to w przerwach na naukę), przypominamy sobie zacne filmy tria ZAZ (z tym kto poda skąd ta nazwa, mogę iść na piwo (jak ktoś nie poda, a chce na piwo, to też mogę iść)). Chodzi oczywiście o niezapomniane "Czy leci z nami pilot", "Spokojnie to tylko awaria", tudzież "Top secret". Wielką frajdę sprawia oglądanie tych komedii dzień po dniu i odkrywanei smaczków. Chociażby użycie w dwóch różnych filmach, tej samej zasłony (to do dekoracji sali bankietowej w TS, to do umieszczenia jej w samolocie). Cudowne są nawiazania w każdym z tych filmów do Czarnoksiężnika z Oz, lub to, że zawsze główny bohater zajmuje się w wolnych chwilach malowaniem, o grach słownych nie mówiąc. :) Nie będę sie więcej o tym rozpisywał, najlepiej usiąść z inteligentymi znajomymi przy butelce Beaujolais*, puścić te trzy filmy i bawić się w "znajdź podobieństwa", ew. w "znajdź róznice" w obu częściach Airplane (bo jest to po prostu jeden film a nakręcony dwa razy ;)).

*Beaujolais nouveau- czerwone Burgudzkie wino, zgodnie z tradycją sprzedawane wszędzie na świecie w trzeci czwartek listopada. Po zakupieniu tego cuda w Kerfurze (gdzie akurat w czwartek gosciłem) za około 6-7 zł (dokładnie nie pamiętam) doszedłem do wniosku, że zasługuje na taką cenę. Cóż, nie oszukujmy się, Sophia bardziej mi smakuje, ale jak na wino za kilka zł jest przyzwoite (dodatkowy bonus dodający punktów lansu, to to, że jest z Francji i pół świata się nim zachwyca (drugie pół patrzy na nie z obrzydzeniem)).

Na koniec próbka stylu w jakim prowadzimy z Maćkiem niezwykle ożywione dyskusje (zapewne mają na nie wpływ ww. filmy). Poruszając ostatnio temat naszego obijania się, zapytałem:
- Czy wiesz, że już jest bliżej do sesji niż dalej?
- Naprawdę jest bliżej do sesji niż dalej?
- Nie.
niedziela, 20 listopada 2005
To jest wpis poświęcony mojej kochanej Dziewczynie, którą bardzo kocham i jest moją ukochaną. Bardzo ją kocham i jest dla mnie najważniejsza i wogóle nie mógłbym bez niej żyć, bo jest mi bardzo bliska. Jest moim Słoneczkiem i Niebem i jest słodziutka. Czasem tylko lubi się na mnie denerwować i obrażać, za byle głupoty. Np, że wywaliłem ją w parku na ziemię, uderzyłem, lub że powiedziałem Jej coś niemiłego. Zazwyczaj słyszę wtedy tekst w stylu "Zrywam z tobą!" (Nie mylić ze słynnym powiedzeniem mojej koleżanki, która szantażuje wciąż swojego chłopaka słowami "Nie śpię z tobą!", na co on biedny rzuca się zazwyczaj na kolana i przeprasza ją w te pędy.) Kiedyś jednak, gdy lekko się sprzeczaliśmy (a może przytulaliśmy), wylądowaliśmy na dywanie i tradycyjnie o coś się na mnie moja Justynka pogniewała. Kilka moich niby śmiesznych słów i usłyszałem cudowną ripostę, przy której wuj Heniek Mistrz Ciętej Riposty wymięka: "Tak się na ciebie obrażę, że... " tu krótka chwila na oddech i zebranie myśli, po czym moje Kochanie dokończyło pełnym zdecydowania głosem: "... że nie wstaniesz!" I jak tu Jej tak mocno nie kochać?
wtorek, 15 listopada 2005
Długo się do tego zabierałem. Jeszcze dłużej to pisałem, a przeszkód też trochę miałem: od wyczerpania się baterii w klawiaturze, po kolokwium z Kwantówki i projekt z programowania. Ale w końcu udało mi się skończyć mały alfabet  przybliżający realia mieszkania i studiowania tutaj, a dokładniej różne słowa, z którymi wiążą się krótsze bądź dłuższe historie...

a jak Age of Empires. Gdy, już wszelka nauka zawodzi odpalamy po kabelku Ejdża i zaczyna się rzeź. W jedynkę osiągneliśmy mistrzostwo i 6 komupterów na Hardest nie jest nam starszne, teraz próbujemy powtórzyć sukces w drugiej części, ale tu już jest ciężej. A że rzadko się zdarza, że wytrzymujemy do czwartej nad ranem, to jeszcze trochę czasu nam to zajmnie...

b jak brudna bielizna-no comment.

c jak czwarta nad ranem. Biorę sobie kiedyś przed snem prysznic, jak każdy kulturalny i dbający o siebie człowiek, a tu raptem słyszę z pokoju pani H, coś o jakichś ludziach, którzy spać nie dają, są źli i niedobzi i coś o wpółdo piątej nad ranem. Dobrze, że byłem śpiacy po kilku godzinach męczenia Ejdża od północy (ostatecznie wygrałem ;)), to dużo do mnie nie dotarło.

d jak dr Evil. Jest to najczarniejszy charakter wszystkich trzech filmów o wspaniałym tajnym agencie Austin Powersie. Ostatnio tym mianem, ku naszej wielkiej uciesze przezywamy panią H, ew. gdy o Niej mówimy to pokazujemy sobie strasznie zły i nikczemnie straszliwy gest dr Evila, czyli przykładamy mały palec do kącika ust i robimy złowieszcze ha-ha-ha.

e jak absynt (bo a już zajęte :)). Wciąż pijemy nie ten co trzeba (zbyt mała zawartość tego halucynogennego), za mało niż trzeba i nie w ten sposób co trzeba (zamiast podpalać cukier, to traktujemy go jak mocniejszą wódkę).

f jak frytki. Zazwyczaj co środę robimy sobie frytki. Są niezdrowe, smaczne i jest ich dużo od obrzydzenia. Mimo, że smażenie nie wydziela jakiegoś strasznie nieprzyjemnego zapachu, to gdy bawimy się w Pascala w najlepsze, zazwyczaj wchodzi dr Evil, przypomina nam o włączeniu wywietrznika, ostentacyjnie otwiera okno w kuchni i zamyka drzwi do swojego pokoju, a czasem po prostu wychodzi z mieszkania (co nam jest najbardziej na rękę). Z gotowaniem wiąże się jeszcze sprawa piecyka (zajrzyj pod piecyk).

g jak Gunther. Do czego studenci wykorzystuja szybkie, bezprzewodowe łącze na wydziale? Do ściągnięcia najnowszej płyty Gunthera i trzech jego teledysków, w tym "Och you touch my tra la la".

h jak pani H. vel dr Evil vel Monster vel Uhuhu (tu trzeba podnieść złowieszczo ręce jak wampir i ze straszną miną Frankensteina zrobić Uhuhu)

i jak i++;

j jak Joemonster i Juriusz. Patrz Onet.

k jak Krzyżacy. Fajna książka, a co. :)

l jak LPE. Wielkie zło, nikomu nie życzę.

m jak materac. Może to dziwnie brzmi, ale często sypiam na alkoholu. Dzieje się tak dlatego, że co kilka dni trzeba trochę powietrza dodmuchać, a że zawzwyczaj robię to wieczorem, a że często nie jestem wtedy do końca trzeźwy...

o jak Onet. "Olo, opracowałeś lepszą metodę obijania się niż ja." by Maciek. Coś w tym jest, ale co ja poradzę, na to, że spędzam dziennie pewno ponad godzinę na onecie i Joemonsterze czytając jakieś głupoty i tłumacząc sobie "To tylko na 5 minut się tak oderwę". Ziarnko do ziarnka...

p jak piecyk. Tam gdzie mieszkałem w tamtym roku sprawa piecyka była dość wygodna dla wszystkich. Czyli owszem czyściliśmy piecyk, jak ktoś sprowadzał sobie gości (czyli przez cały rok był myty kila razy) i mimo lekkiego syfu na nim, dopóki garnek dawało się odlepić nikomu to nie przeszkadzało. W tajnej kryjówce dr Evila jest trochę inaczej. Tutaj sprawa piecyka jest priorytowa. Każde nachlapanie, troszkę tłuszczu i od razu czyscimy piecyk. Szczerze mówiąc przez miesiąc pobytu tutaj czyściłem kuchenkę więcej razy niż przez rok mieszkania na Gocławiu, hmm zastanawiające.

r jak Rófenalia. Są to spotkania towarzysko kulturalne, na których uczestnicy wspólnie czytają powieści, często o puszczy, ale literaturą luksusową i czystą poezją również nie pogardzają. Najwięksi śmiałkowie próbują interpretować literaturę Szkocką, a właściwie jej podróbę pochodzą z Sieradza. Zazwyczaj wrażenie wywarte przez nowo przyswojone dzieła jest tak duże, że następnego dnia są wciąż pod wrażeniem i przez cały dzień nie nadają się do niczego. Niektóre osoby nie są niestety zdolne przyswajać takie ilości literatury i następny dzień spędzają na pozbywaniu się obcych wpływów, ze swojej świadomości. Zastanawiające jest, że niezależnie od ilości przeczytanych książek, niektórzy wykazują większą skłonność do dzielenia się swoimi przemyśleniami niż inni.

s jak słoik. W któryś czwartek po męczącej laborce udałem się do Studenta, gdzie mimo obiecywania sobie "dzisiaj mało piję" skończyło się na standardowym wydaniu 20zł. Około zacnej godziny ósmej wieczorem, powrót do domu. "Jaka ta Warszawa piękna, jaki centralny piekny." Nie wiem jakim cudem udało się kupić bilet do domu na dzień następny, cud w sumie, że nie wylądawałem z biletem do Szczecina. ;) Wracam cichutko na Wspólną, uważając, by nie zwrócić na siebie uwagi dr Evila, kłaniam główką i szybko dopadam drzwi do pokoju, gdzie udaje mi się usiąść przy biurku. Próby uczenia spoczywają na niczym, ale w sumie dobrze mi się siedzi przy komputerze, więc sobie siedzę. Puk, puk, proszę "Ja tylko przyszłam, bo nie mogłam poradzić sobie ze słoikiem." Olo udając najbardziej trzeźwego człowieka świata odkręca słoik, nie ma problemu i wogóle kocham odkręcać słoiki. Po wyjściu pani H. kładę się na łóżeczko i lulu, do 23, aż nie przyszedł Maciek. "Oho widzę, że piłeś?"-standardowe pytanie, "No co ty, teraz jestem jużtrzeźwy"-standardowa odpowiedź. "Tia, jasne, a Halyna cię widziała?" "Nie, tylko jak weszła, żeby jej słoik odkręcić." I wtedy się dowiedziałem, że trick ze słoikiem, to stara sztuczka (taki pretekst) pani H, którą stosuje wtedy gdy chce sprawdzić, w jakim stanie jest Maciek. No cóż dałem się nabrać. Zastanawia mnie tylko co ona robi późniejz tymi słoikami, gdy już są otwarte. :)

t jak Tesco, chyba nie wymaga komentarza.

u jak U2. Z czym Ci się to kojarzy. Jeśli z zespołem, to dobrze. :) A jeśli z kodem uzupełnień do dwóch, to pewno jesteś moim znajomym z polibudy. :)

v jak Viking Fjord. Napyszniejsza 50% wódka, jaką piłem. Pewnie też jedna z najdroższych, ale smak (to wódka ma smak?) jest cudowny.

w jak Wspólna. Mimo, że prawdziwy adres, to Emilii Plater, ale mówienie, że mieszkam "na Wspólnej" jest bardziej medialne. Pikanterii dodaje fakt, że jeden z bohaterów tego serialu nazywa się Maciek Gaik...

x jak x-files, czyli moje notatki. Są, ale jakby ich nie było, bo żadko w czasie pisania myślę, o tym, że trzeba je będzie kiedyś odczytać.

y jak Yeti. :)

z jak zło, czyli przymiotnik, najczęściej używany przez studentów polibudy, do określenia wszystkiego co się z nią wiąże.
wtorek, 01 listopada 2005
Często słuchając jakiejś piosenki nie zastanawiamy się nad tekstem (no chyba, że jest to "Ohh You touch my tra la la"). I tak na przykład weźmy na tapetę Elevation U2, niby o miłości, ale zacznijmy od pierwszej zwrotki...

High, higher than the sun
You shoot me from a gun
I need you to elevate me here
A corner of your lips

Niby piosenka użyta do promocji Tomb Raidera, stąd ta broń, ale po krótkim zastanowieniu nie trudno jest zgadnąć o jaką broń chodzi i kto pociąga za spust, a do tego robi to przy pomocy kącików swych ust. Widać tutaj bezpośrednie odwołanie się autora do znanej polskiej piosenki pt:"Ona robi loda mu.."

Is the orbit of your hips
Eclipse
You elevate my soul

Hips to biodra, kącik ust na orbicie bioder, nie wymaga komentarza. Eclipse, zaćmienie, może byc traktowane jako przymknięcie oczu i w końcu tekst "Unosisz moją duszę", ale wszyscy wiemy, że soul występje tu tylko jako (uwaga trudne słowo) alegoria, czego to chyba dodawać nie trzeba.

I've got no self control
Been living like a mole now
Going down, excavation
Higher now, in the sky
You make me feel like I can fly
So high
Elevation

Po takiej grze wstępnej podmiot liryczny już nad sobą nie panuje i przystępuje do działania. Ciekawa metafora (jeszcze trudneijsze słowo) kreta, który drąży (excavation) coraz głębiej, a jednocześnie sprawia to, że się unosi coraz bardziej...

A star
Lit up like a cigar
Strung out like a guitar
Maybe you can educate my mind

Gwiazda rozbłysła jak cygaro. (Z czym wam się kojarzy cygaro? Czy z czymś co jest podłużne i bierze się do buzi, bo mi na pewno nie ;).) I w ostatniej linijce czyżby autor sugerował zabawę w Panią Nauczycielkę?

Explain all these controls
Can't sing but I've got soul
The goal is elevation

Podmiot liryczny nie ukrywa, na czym mu najbardziej zależy, celem jest uniesienie. Następne linijki, to już powtórzenie poprzednich, aż w końcu dochodzimy do tak zwanego mostka (Bridge). Muzyka staje się spokojniejsza, dobiega jakby z oddali:

Love
Lift me out of these blues
Won't you tell me something true
I believe in you

Nie trzeba chyba dodawać co przeżywa autor. "Won't you tell me something true?" Niektórzy lubią słyszeć w trakcie orgazmu swoje imię, lub jakieś inne sprośności szeptane do ucha, Bono widocznie też. Jeszcze kilka razy powtórzony znany tekst (w tym wykrzycznae Elevation) i piosenka się kończy. Przy słuchaniu warto zwrócić uwagę na charakterystyczne "Uhuuu" na początku i na końcu utworu... :)
Jedna niewinna piosenka, a ile można się dowiedzieć o sexualnych upodobaniach frontmena U2... :)