Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
sobota, 24 grudnia 2005
Wpadłem złożyć Wam czytającyh to tu życzenia. Wpadł mi na chwilę do głowy szatański pomysł, coby nie wysyłać nikomu ze znajmoych życzeń, tylko podać adres do bloga i tu zamieścić dla wszystkich. Ale doszedłem do wniosku, że aż tak zły nie jestem. :) Więc wszystkim czytających te tutaj moje takie jedne wpisy, a których nie znam osobiście składam życzenia Pogodnych Świąt. Nie wkurzajcie się jak nie umiecie zapakować prezentu dla bliskiej osoby (wczoraj o pierwszej w nocy uznałem, że nie zostałem stworzony do pakowania prezentów, po czym doszedłem do wniosku, że prostsze byłoby coś mniejszego niż ******** *** (którego Moje Szczęscie dostanie), nawet wełniane skarepetki dla fanki Dżemu były dla mnie wyzwaniem, ale pozytywnie doszedłem do konkluzji, że robię postępy, bo co roku zużywam coraz mniej spinaczy). Pomóżcie w czasie Świąt rodzinie w przygotowaniach, a nie siedźcie przy komputerze pisząc bloga na godzinkę przed Wigilią. Życzę Wam też nie podjadania kutii i ciast przed pierwszą gwiązdką. I niech w nadchodzącym roku będzie więcej DOBRA, czego sobie jako i Wam życzę...


piątek, 09 grudnia 2005

Był już Dżem na Juvenaliach, na lotnisku, w słoiku (szybko się skończył niestety :/), a teraz przyszła pora na Dżem w Stodole. Jako, że moja ukochana Torianne nie mogła się pojawić, a nie wypada iść na koncert samemu, przeto udało mi się namówić kolegę na pójście ze mną celem osoby towarzyszącej i posłuchania czegoś innego od Kultu. 7 minut, które miałem na Niego czekać pod Stodołą przerodziło się w 40 "Wiesz, szliśmy do Ciebie, ale była taka budka z piwem i taki pan bardzo kulturalnie zapytał się czy nie chcielibyśmy browarka, a że był taki tani żuberek, to musieliśmy go zmęczyć w parku..." Ale nie ma tego złego (co by jeszcze bardziej złe się stać mogło), dane mi było podsłuchać przynywających ludzi. Główne wszyscy się zastanawiali czy będą grać stare, czy nowe (ale mnóstwo tego nowego jest ;)), ale wątpliwości wszelkie rozwiała jedna wypowiedź: "Oni grają trochę nowego, trochę starego, wiesz tak jak Black Sabbath". Atmosfera przed występem przyjemna, jakieś nirvanki* które śpiewają sobie po kątach Whiskey, jakieś cięższe granie supportuje, a większość i tak gapi się na wyświetlancyh Sąsiadów. (Maciek ma kilka giga tego czeskiego arcydzieła, jego komentarz:"Po oglądaniu tego 6 godzin pod rząd, to wcale nie jest już zabawne...").
Zaczyna się koncert, stoję w połowie sali. Pierwsza piosenka spokojna, jedna z nowych, widać że gitarzyści dziś totalnie w formie, Balcar szczerze mówiąc, trochę średnio. Trzeba przyznać, że mało kto tak sobie wychował publiczność: ledwo pierwsza piosenka sie zaczyna, a już pół sali klaszcze w rytm. Druga jest ukochana ostatnio przeze mnie "Aleja Róż", mniej reagge, bardziej rockowo, ale klimat cudowny i zaczynam się wkręcać, tylko ludzie wokół troszkę sztywni, niektórzy przede mną nie gibają się z prawa na lewo, trzeba widocznie iść do przodu. "Człowieku co się z tobą dzieje" bardzo nierówne, chyba się chłopaki trochę nie rozumieją i każdy gra w lekko innym tempie. "Do kołyski" bardzo dobrze brzmi poza Lady Pankową wstawką w refrenie, gdyby ją usunąć, to by mogła powstać naprawdę dobra piosenka. Po "Szeryfie" zaczyna się Harley, a że ja się już troszkę rozkręciłem, to zaczynam się kulturalnie przeypchać do przodu, oho tu jest zabawa. Ląduję w okolicach trzeciego rzędu i szaleńśtwo na całego. Skakanie, darcie się (nazywane śpiewaniem), machanie rękoma, z przodu koncert jest bardzo żywy. Piosenki mijają fani dopisują, Styczyński się popisuje, Balcar śpiewa zupełnie inaczej niż Rysiek, ale ma to swój urok. Jako, że jestem bardzo blisko sceny, to co chwilę ktoś przelatuje mi nad głową, lądując w ramionach ochroniarzy. Przodowała w tym pewna dziewczyna, która manewr ten powtarzała sukcesywnie z kilkanaście razy. Nie grają Jesionów, Victorii, Listu do M, Czerwonego, są za to dwie piosenki bez wokalu oraz Kaczor (bardzo entuzjastycznie przyjęty, chiałoby się dośpiewać spieprzaj dziadu ;)), Wechikuł i Tylko Ty(nazwana zresztą przez zespół pościelówą), kurczę, jak się jest samemu to ta piosenka nie ma takiego uroku jak słuchana we dwójkę. Grają, grają grają, aż schodzą ze sceny. Oczywiście bis i tak jak w Łasku Styczyński z dwunastostrunowym akustykiem zaczyna Autsajdera, potem Whiskey, na którym daję się ponieść emocjom i nad głowami innych przesuwają mnie do sceny, ląduję tuż przed Balcarem, cudowne uczucie, już się nie dziwię tej dziewczynie. Udaje mi się wypchać miejsce przy samej barierce (dotąd byłem metr dalej ;)) Styczyński pięknie rzeźbi, łapie mój wzrok a ja wykorzystując to pokazuję mu zaciśniętymi kciukami i wyszczerzając zęby, że świetnie gra (śmiesznie musi wyglądać taki fan jak), ale o dziwo On się uśmiecha, kiwa mi głową, po czzm z zadowoleniem na twarzy zamyka oczy i gra jeszcze lepiej, prawiev jakby na moją zachętę, super. Znowu bis. Tym razem bodajże Cegła i coś jeszcze, kolejny bis i znów dwie piosenki w tym wyskandowany Skazany na bluesa i już ostatni bis, wyśpiewana przez wszystkich Victoria. It's over. Jestem cały mokry, wszysycy wokół też.
Mnóstwo piosenek, setlisty nie pamiętam zbytnio, dlatego tak chaotycznie tą notkę napisałem, ale jestem tuż po koncercie (dopiero zdążyłem wyschnąć).Jak to na Dżem przystało, dużo zabawy i dużo emocji. Było bardziej rockowo niż bluesowo, za mało klawisze się udzielały (dodawały miodności na Juwenaliach), Balcer też jakoś na pocżatku zbytnio się nie popisywał, ale później się rozkręcił. Na największe brawa zasługują jednak Jurek i Adam, to był praktycznie ich koncert, po prostu mistrzostwo (były nawet krótkie pokazy tappingu ;)). Zresztą widać było, że wszsycy świetnie się bawią i atmosfera była bardzo dżemowa. Utrzymując ostatnie tempo gdzieś za 3,4 miesiące oczekuję na kolejny ich koncert :), mam nadzieję, że tym razem z moją Ukochaną. BTW, wie ktoś coś może o jakichś koncertach Comy?

przypisy:
*nirvanki-żartobliwy lub częściej obelżywy zwrot na młode (max 15 lat) dziewczyny, noszące koszulki Avril Lavigne ew. Nirvany, z plecakami pełnymi agrafek** i będącymi według siebie "totalnymi klimaciarami"
**niewiadomo dlaczego bycie muzycznym znawcą w niektórych kręgach wiąże się z posiadaniem określonej (jak największej) liczby agrafek w ubraniu i na plecaku. Jeśli nie masz agrafki gdzieś przypiętej, to najprawdopodobniej wogóle nie znasz się na prawdziwej muzyce.
poniedziałek, 05 grudnia 2005
Powiadają, że Wenecja stoi na 10 tysiącach pali. Wjeżdżając do Warshau, od zachodu zwróćcie kiedyś uwagę na setki słupów (pali) potrzymujacych Dworzec Centralny, który stoi już od 30 lat. Najdziwniejsze jest, to, że człowiek, który go zaprojektował pewnie lubił to miasto. Ostatnimi czasy, odwiedzam Zoo Station praktycznie codziennie. W poniedziałek przyjeżdzam do stolycy, we wtorek po fizyce chodziłem ze znajmoymi "na jednego małego" hambuxa do Maca, w środę wracając z siatkówki, wysiadam przy Centralnym, w czwartek chodzę kupić bilet (bo w piątek kolejki są masakryczne), a w piątek do domu. Dla mnie to stanowczo za dużo obcowania z tą perełką ;) architektury, skoro od jakiegoś czasu rozpoznaję tamtejszych bezdomnych. Moim ulubieńcem jest koleś trudniący się jazdą na wózku. To znaczy czasem można go spotkać jak chodzi lub siedzi i pije piwo na schodach, a czasem siada na wózek i podjeżdza pod kasę w celach niecnie zarobkowych. Ostatnio przy kasie spotkałem bardzo sympatycznego mieszkańca stacji. Tak niski, wygląda jak hobbit (pod warunkiem, że hobbici mają jedno oko w pionie, zamiast w poziomie i twarz taką, że nawet na centralnym to wstyd taką mordą się legitymować). Zwraca się do mnie bardzo grzecznie: "50 groszy pan da!", "Nie mam." mówię, po czym wyciągam 50zł, by zapłacić za bilet (oczywiście nie kosztował pięciu dych) "No da pan trochę groszy, co panu szkodzi?" zaczyna się przekonywanie "Mistrzu słodziutki, proszę." jest nieugięty "Będzie pan szybciej jechał" zaciekawiony patrzę na niego "Bo będzię pan lżejszy." Uśmiecham się i odpowiadam, że mi się nie śpieszy, mówię, że mnie nie przekona, takie mam zasady i kropka. Poszedł sobie. Do kolegi żula (też taki niski i miał czapkę, która wyglądała, jakby ją zabrał jakiemuś smerfowi). Po chwili przechodząc obok nich docierają do mnie strzępki rozmowy:"I mówi, że mnie **** nie przekona ****, bo ma takie zasady. Człowiek z zasadami się **** znalazł." Czując się jak Tusk odchodzę. A zasady mam takie, że nie daję, zwłaszcza odkąd przede mną kiedyś w kasie bej wymienił drobne grosiki na 100zł.
Zoo Statian ma specyficzną atmosferę. Niskie korytarze, gdzie wychodząc z saloniku prasowego (tak się ładnie nazywają te miejsca, gdzie bierzesz, czytasz gazetę czekając na pociąg, a potem ją odkładasz) można wejśc wprost na przeróżne chinole i kebaby, a tuż obok burżujskiego Coffe Heaven są zapiekanki i hot dogi za 1,5zł (najtaniej w podziemiach, tamtejszy hot dog jest to coś co wczoraj było jeszcze bułką i ma w środku coś na kształt parówki). Zresztą jeśli chcesz coś zjeść to w sumie najbezpieczniejszy, najtańszy i najzdrowszy jest Mac (wiem, że to dziwnie brzmi;) ). Raz spróbowałem jakiegoś hamburgera z jednej z budek i nie mam zamiaru tego powtarzać, ani nawet wspominać. Miłym akcentem jest to, że pośród ogólnej drożyzny (pól litra mineralki za 3zł, gumka (do włosów) za złotówkę, można znaleźć świetne, tanie pączki. Sa do znalezienia w trzech miejsach na Centralnym, kosztują 50 groszy każdy i naprawdę nie zasługują na swoją cenę. Bez wahania przyznam, że jest to najlepsza opcja żywieniowa na Zoo Station, każdemu polecam. Są nawet dość świerze, często dzisiejsze, najdalej z wczoraj. :)
Odwiedzając najpiękniejszy dworzec w promieniu pół kilometra warto wyjść na halę (siedmopiętrowa pusta przestrzeń, uwaga na latające gołębie :) ) oraz zwrócić uwagę na schody ruchome. Jak przyjeżdzam w poniedziałki, to w tym roku na 10 przyjazdów schody były czynne ze dwa razy. Aha i na koniec kupując bilet powrotny nie przejmujcie się babkami, które pytają w kasie o rozkład pociągiem, zawsze gdy Ci się śpieszy. Nic to, że tuż obok każdej kasy jest wywieszony tez rozkład, lepiej się zapytać zawsze, czy ten pociąg do Siedlec, to napewno ten do Siedlec i czy napewno nie jedzie przez Poznań...
Naprawdę chciałbym by wyburzono Centralny, ale co to by wtedy była za radość wjeżdzać do Warshau, w chwili, gdy w słuchawkach discmena z koncertem Chorzowskim zaczyna się ZOO Station? :)