Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
sobota, 19 kwietnia 2008

U23DNicka Cave'a poznałem oglądając na dużym ekranie jego występ w Paryżu, spędziłem dobre kilka godzin w fotelu podziwiając wraz ze wszystkimi dodatkami Pulse Floydów i zobaczyłem wiszące trabanty z koncertu Zoo Station U2 w Australii. Też w kinie. Gdy pojawiła się więc możliwość obejrzenia kolejnego koncertu U2, tyle że a) z trasy na której byłem b) w trójwymiarze, nikt nie musiał mnie namawiać na kupno biletu.

Godzina w tych śmiesznych zielono czerwonych okularach siedząc wygodnie i oglądając Bono, dosłownie na wyciągnięcie ręki, nijak się ma oczywiście do emocji jakie wzbudziło we mnie wejście na płytę stadionu Śląskiego, gdy zobaczyłem gigantyczną scenę. A potem kilku godzinnego czekania, deszczu, ścisku i krzyku gdy gdzieś tam między głowami tłumu, pierwszy raz pojawił się zespół. Organizatorzy reklamowali to w ten sposób, że w kinie można poczuć się jak na koncercie. Nie można, ale dla tych którzy byli, jest to wspaniałe przypomnienie świetnego występu, a ci którzy nie byli, mają okazję zrozumieć, czym tak zachwycają się ci pierwsi.

Dobór kawałków, to największe hity i najbardziej spektakularne fragmenty koncertu. Jest więc i i wybuchające Vertigo, do którego tłum faluje w podskokach jak i animacja samolotu w Bullet the blue sky i zapierające dech flagi w Where the streets have no name. A na Fly tuż przed naszymi oczami (dosłownie bo to w 3D) przelatują napisy, te same co na koncercie. Publiczność spisała się świetnie, nagrywanie materiału w Ameryce Południowej ze względu na publiczność, było świetnym pomysłem. Tylko trochę krótko. I widać, że nie jest to integralny koncert tylko najlepsze fragmenty z dwóch występów, które miały miejsce dzień po dniu.

 

 

Od strony technicznej wszystko bez najmniejszego zarzutu. Było odpowiednio głośno (na koncertach w kinie często jest z tym problem), a wizualnie... Obraz jak żyleta, do tego podany w formie 3D wygląda oszałamiająco dobrze. Świetnie zmontowany, gdy trzeba to kamera pokazuje wszystkie szczegóły na scenie, a przy bardziej energetycznych fragmentach obraz roztańczonego tłumu na wypełnionym po brzegi stadionie.

Czego zabrakło? Bolących nóg, zapachu trawy i kurzu, deszczu moczącego scenę tuż przed występem, łokcia faceta, który stał przede mną i szukania after party o trzeciej w nocy w mrocznych zaułkach Chorzowa. A przede wszystkim smaku porannego pączka na dworcu o szóstej rano, gdy po nieprzespanej nocy z wciąż tłukącym się w głowie Vertigo, czytałem w świeżej gazecie o wczorajszym koncercie.

Bunkrów nie ma, ale i tak było zajebiście.