Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Że jadę na The Police dowiedziałem się koło południa. Co prawda od kilku dni widoki na bilet miałem, ale to na zasadzie jak nikt nie będzie chciał jechać, to ja z przyjemnością do Chorzowa się udam, a jak mnie tam zabraknie to nikomu się wielka krzywda nie stanie. Nikomu krzywda się nie stała, ale ja i tak pojechałem. Ze znajomością repertuaru jeszcze gorzej niż na Tori Amos, albo Stonesach, ale wiedziałem, że będzie śpiewał raczej Sting niż Bryan Adams, a i koncert na Stadionie Śląskim, więc może mi się spodobać.

Średnia wieku mojej ekipy to coś koło 35 lat, pojechałem z Mamą i Ciocią - mówiła, żeby ciocią ją nie nazywać, bo się czuje i wygląda młodo, więc będzie to nieciocia. Nieciocia wielką fanką Stinga jest, ma wszystkie jego płyty i w sumie jakby innych zespołów nie było, to i tak miałaby co słuchać i bardzo by się nie przejeła. Dzięki niej dowiedziałem się paru historii o zespole, między innymi tej, że gdy Andy Summers zaczynał w The Police, to umiał grać wyłącznie piosenki składające się z akordów A i E, a reszty douczył się potem.

W Chorzowie mnóstwo wozów z napisem Policja, pod jednym nawet zrobiliśmy sobie zdjęcie. Wejście na stadion, piwko, kiełbaska i na płytę. Pod sceną część wydzielona barierkami dla pierwszych kilku tysięcy osób, którym zależało by być przed sceną. My się tam nie załapaliśmy, ale za to byliśmy w trzecim rzędzie od tych barierek, czyli miejsce z bardzo dobrą widocznością i akurat na tyle blisko by móc ogarnąć całą scenę jak i cały czas widzieć cały zespół. Życzyłbym sobie taką widoczność na innych koncertach (nie tak jak na PJ Harvey, gdzie praktycznie siedziałem bokiem i po koncercie kark mnie trochę bolał). Przed nami dwie rozentuzjazmowane dziewczyny proszą stojącego przed nimi mężczyznę by je wpuścił przed siebie, bo on taki wielki jak one razem i mu zasłaniać nie będą, a on im i owszem. Facet odwraca się, uśmiecha się i mówi: „Takiego wała." Potem jednak okazał się miły i wpuścił je przed siebie

Support to „The Counting Crowes" - śpiewa taki facet w dredach, ze dwie piosenki może kojarzę. Pierwszy utwór nawet mi się podobał, ale gdy nie skończyli go w ciagu 40 minut to już miałem dosyć. Ok, może to były różne piosenki, ale wszystkie na jedno kopyto. Gra coś koło siedmiu czy sześciu osób, ale co z tego skoro facet w dredach cały czas przeżywa swoją niespełnioną miłość? Mimo, że skacze po głośnikach i gestukuluje jest to strasznie nudne. Lepiej by zrobił, gdyby znalazł sobie porządną dziewczynę, a nie ludzi po stadionach zanudzał. Jakieś 90% publiczności na oko ma podobne odczucia.

Za minutę 21 wychodzą The Police. Chyba pierwszy raz ktoś zaczął koncert o czasie, wielki plus na początek. Message In A Bottle - zaczynają grać, brzmi nieźle, ludziom się podoba, pełne trybuny robią meksykańską falę. Sting wygląda genialnie. Nie sprawia tego policyjna odznaka na pasku od gitary, a jego uśmiechnięta przez cały koncert twarz z supermęskim siwym zarostem. Też chciałbym kiedyś tak wyglądać. Andy Summers - wygląda jak podstarzały gitarzysta bez jaj, czyli po prostu nijak. Za to Copeland na perkusji wygląda jak typowy chłopak z polibudy, tyle, że trochę starszy i z białymi włosami wyrastającymi z opaski. W leczniczych lenonkach widać zmrużone z wysiłku oczy, a fakt, ze facet napieprza w bębny sprawia, że wygląda nieco obłąkanie, ale bynajmniej sympatycznie.

Don't Stand So Close To Me 

Większość piosenek kojarzę, z tekstami trochę gorzej no i na pewno nie jest to poziom, na którym po pierwszych taktach poznaję utwór, raczej jest to refren. Setlisty nie będzie, ale ogólnie co piosenka to lepiej, może szaleństwa nie ma, ale zadowolony jestem cały czas. No może do momentu gdy na plecach czuję szarżę o lepsze miejsce, jakiegoś grubego jak stodoła, pijanego jak ja na Olonaliach, kolesia. Facet robi trochę zamieszania, rozumiem, że to koncert i do tego na stadionie, ale z tańców to wszyscy wokół uskuteczniają raczej lekkie gibanie się i czasem klaskanie z podskokiem, a on rzuca się jakby był na punkowym koncercie. Ok, jest na punkowym koncercie, ale trzydzieści lat później, zespół i publiczność się zestarzała, a akurat ta piosenka jakoś super energetyczna nie jest. Próbuje wepchnąć się przede mnie, albo na mnie, wbijam mu łokieć w brzuch, ale napotykam tylko zwały tłuszczu, widzę, że do układu nerwowego nie dotarłem.Jakoś potem mu przechodzi i już bawimy się wspólnie (jakkolwiek to nie brzmi).

Robi się coraz lepiej, trochę skakania i radości jest na Every Little Thing She Does Is Magic, na De Do Do Do, De Da Da Da, już dużo więcej. Równo po godzinie przerwa i po króciutkiej chwili wracają z Roxanne. Tu już mnie porwali, wychodzi im świetnie, mi się podoba bardzo, ale myślę, że to efekt tego, że ten utwór znam dużo lepiej niż pozostałe. Tak samo jest z przedostatnim Every Breath You Take, tu już mogłem śpiewać bawić się i trochę poprzeżywać. Potem wyszli jeszcze na Next to you, gdzie w tle leciały ich zdjęcia z młodości i koniec. O ile zazwyczaj im dłuższy tym lepszy (koncert znaczy się), to tym razem było w sam raz. Nieco ponad 90 minut, czyli już się nasłuchałem, ale jeszcze nie znudziłem.

Koncert życia to nie był, ale cieszę się że pojechałem, te piosenki co znałem dobrze, to zabrzmiały odpowiednio, reszta całkiem przyjemnie, było trochę wspólnego śpiewania. Podpisuję się pod tym, co ludzie dzwoniący do Kaczkowskiego po koncercie mówili - zabrakło magii. Owszem, ludzie się cieszyli, że grają, ale trans i bezgraniczne uwielbienie to to nie było, a dodatkowo na scenie nic się nie działo, żadnej chemii w zespole i to się przełożyło na brak chemii z publicznością. Ale pojechać było warto.

Jak wejśc na koncert The Police za darmo?

Wujkowi - mężowi niecioci, który nas przywiózł, specjalnie na koncercie nie zależało i wybrał oglądanie półfinału Euro. Po pierwszej połowie, gdy nie padły żadne gole, przeszedł się pod stadion, gdzie spotkał stada koników z niewyprzedanymi biletami. Bez problemu w dniu konceru można było bielt dostać, więc konikowie, by amortyzować straty godzili się na sprzedaż biletów nawet po 50 złotych, czyli za mniej niż połowę normalnej ceny. A po rozpoczęciu koncertu rozdawali je nawet za darmo: „Pan weźmie, co ja z tym zrobię." I tak wujek obejrzał drugą połowę już nie meczu, tylko koncertu nie płacąc za to nic. 

niedziela, 22 czerwca 2008
Blog dawno karmiony nie był, trochę dziki się zrobił i tak spode łba na mnie groźnie łypie. Aż strach podejść. Żeby przemóc strach i się przypomnieć, rzucę blogowi garść ogłoszeń i fragmentów tekstów niedokończonych, może nie zagryzie mnie... od razu.

Euro

Nie, meczy komentować nie będę. Pochwalę się tylko, że dzięki prostemu zakładowi i przegranej Polski z Niemcami jestem bogatszy o ośmiopak piwa. Lubię inwestycje pozbawione ryzyka. Kolega chciał się założyć również o wynik meczu Austria-Polska, ale przecież to już byłby hazard.

Blog, wakacje

Tak sobie myślę, by niedługo parę tekstów się pojawiło, tym bardziej, że i wakacje będą i może czasu trochę więcej znajdę. Z innych pomysłów wakacyjnych to pisanie inżynierki gdzieś w planach mi miga, mam już dość uciekania przed promotorem. (Cyc spotkał promotora w windzie. Wyobrażacie sobie tragedię? Nie miał dokąd uciec.)

Indiana Jones

Obejrzałem. Podobał mi się.

Olonalia

Od pół roku żadnych nie było. Aż głupio tak, dlatego na dniach coś zorganizować trzeba, bo jeszczcze wyjdzie na to, że zamrażalnik mam po to by szpinak mrozić, a nie wódkę chłodzić. Przecież tak nie może być. Owszem były różne imprezy w między czasie, ale takie, żeby opisywać? Były za to...

Piotrusiowe urodziny

Na które trochę spóźniony dotarłem, bo wpierw miałem imprezę fabryczną. Potem jeszcze były problemy ze znalezieniem miejsca zabawy. Dzwonię do Piotrka: „Minąłem właśnie Kino Femina", co go zbyt nie ucieszyło: „Zawróc, zawróc, idziesz w złą stronę". W końccu go znalazłem i powitałem szampanem, który wypiliśmy na środku ulicy, po czym wtoczyłem się do jego mieszkania. Dokończyłem pić szampana i zasnąłem.

Budzę się, sprawdzam, co się działo ze światem pod moją nieobecność. Świat przeżył, ze mną gorzej. Ptaki niemiłosiernie hałasują za oknem, a ja leżę w ubraniu na jakiejś kanapie u Piotrka. Solenizant śpi na podłodze, widzę, że odnośnie warunków noclegowych to nie ja miałem najgorzej. Piotrek wstaje i mówi do mnie przepitym głosem: „Sprawdź co masz w kieszeni." Wyciągam z kieszeni dwie łuski po nabojach, a Piotrek z grobową miną mi oznajmia: „Było wczoraj dwóch policjantów, zabiłeś ich. Musiałem pozbyć się ciał".

Gdyby nie, to, że pamiętałem, że jedną z atrakcji urodzinowych Piotrka było wyjście na strzelnicę, to bym się przeraził. Rzeczywiście była wczoraj policja i w ramach prezentu urodzinowego dała Piotrkowi sto złotych, za zakłócanie ciszy nocnej. Ja zostałem namówiony żeby wyjść i przytulić panów policjantów, na co zbyt ochoczo przystałem. Na szczęście jednak powstrzymały mnie drzwi, które były zbyt zamknięte, bym je sforsował w stanie w którym byłem, więc na stu złotych się skończyło. Na szczęście.