Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
wtorek, 27 września 2005
W niedzielę przed 20 czułem się jak przed losowaniem Totka. Tylko okazało się, że znowu nic nie wygrałem. Zasmuciło mnie, gdy w radiu usłyszałem, że najpardopodobniej Kaczka będzie premierem. Dziś, gdy wiadomo, że sondaże niestety się potwierdzą nasuwa mi się pare wniosków:
- Cóż Polska Naród Głupia i jak chce dalej tkwić w bagnie to proszę bardzo. Znów lewica doszła do władzy. Okazuje się, że nadal chcemy wierzyć w obietnice wyborcze, i bardziej popieramy ludzi, którzy obiecują, że nam coś dadzą, niż tym, że nam coś ułatwią. 75% procent sejmu, to partie, które obiecały swoistą łapówkę socjalną, nie mówiąc skąd to sfinansują. Gdy LSD wygrało wybory to zastanawiali się komu najpierw dodać: nauczycielom, czy może emerytom, a okazało się, że musieli obciąc jednym i drugim. Podobnie może być teraz: w sytuacji gdy trzeba zacisnąć pasa i pobudzać rynek, PiSzcząci socjalisci będą dalej dalej dawać łapówy różnym grupom społecznym i nadal będzie tak jak teraz, że rocznie każdy z nas (tak Ty tez) placisz ponad 1000 zl rocznie na górników, coby w wieku 35 lat mogli się opierdalać na wysokiej emeryturce. Miejmy nadzieję, że PiSzczenie o socjalu było tylko kiełbasą wyborczą. Vivat socjalizm: "wszyscy są równi, a niektórzy równiejsi"!
- Smuci 11% dla SLD, widocznie Polakom sie podobają afery, tęsknią za PZPR i nie umieją nic się nauczyć. Beton is beton! Vivat Beton!
- Cieszy niski wynik LPR, niestety Roman jednak chyba wejdzie do parlamentu, a szkoda. Vivat konie!
-1,5% dla Platformy JKM, świadczy o dyskryminowaniu tej partii przez TV. Demokraci.pl, uzyskujący niewiele wyższy procent głosów byli o wiele szerzej reklamowani, nawet jakieś Polskie Partie Pracy były w sondażach, JKM już nie. Vivat bezstronność mediów!
- Jak już pisałem boję się Kaczek i ich chorych pomysłów. Najlepszy sposób wg nich na rozwiązanie problemu? Powołać urząd. Bezrobocie? Powołać urząd do zwalczanai bezrobocia. Korupcja? Powołac Super Hiper Komisję do zwalczania korupcji. Biurokracja? Wolę nie wiedzieć.... (bez vivatu)
- Szkoda, że wszedł PSL, a nie chociażby Demokraci.pl, o PJKM nie wspominając.. :/ Vivat rolnicy!
- Boję się co będzie za cztery lata jak PiS wszystko spieprzy. Kto wtedy wygra: Konie, beton, czy buraki? Vivat konie, beton i buraki (byłbym zapomniał, kaczki też)!
- Jak, tak dalej pójdzie, to nic tylko zakładać własną partię, wstępować do PJKM, lub wyjeżdżać. Mama dziś słyszała, że w Norwegii poszukują rusycystów, może mi cała rodzina wyemigruje do Norwegii? vivat Fjordy!
- Około 30mln uprawnionych do głosowania razy 38% frekwencja to nam daje 11,4mln głosującyh, razy 26% to nam daje niecałe 3 miliony osób głosujących na PiS, czyli faktyczne poparcie dla PiS'u to 10%, i tyle właśnie wystarczy, żeby w Polsce rządzić. :/ Jak założymy partie studentów i wszyscy studenci na nią zagłosują, to z miejsca jestem premierem. Vivat ja!

Na zakończenie plakat powyborczy pochodzący z joemonstera, wraz z cytatem: "Na razie znamy tylko szacunkowe wyniki wyborów. Ale tuż po ogłoszeniu przez PKW tych oficjalnych ekipy wynajęte wspólnie przez wszystkie komitety wyborcze rozpoczną usuwanie plakatów przedwyborczych, a w ich miejsce nakleją plakaty powyborcze."


sobota, 24 września 2005
Świat jest dziwny. Idziesz na kilka lat, na jedne z cięższych studiów, uczysz się wpierw na egzaminy wstępne, gdzie jest ostra konkurencja, a następnie zakuwasz po nocach, zdajesz egzaminy, czesto nawet poświęcasz swe życie towarzyskie, by zdobyć wciąż elitarny zawód. Uczysz się wszystkich narzędzi, technik, umiesz sobie radzić z coraz bardziej skomplikowanymi przypadkami, ciężkim potem bronisz pracę, jakiś staż i sam zaczynasz świadczyć usługi. A potem przychodzi Ci taki jeden, z którym się męczysz półtorej godziny, borując dwa głupie zęby, górne siódemki, żeby było trudniej. Pierwszy idzie nawet przyjemnie, ale drugi to prawdziwy koszmar. Takiemu Jednemu zapomniałeś dać znieczulenie, ciężko się mu oddycha, pcha Ci cały czas język na lusterko, buzi szerzej otworzyć nie może. Ty się denerwujesz próbujesz wszystkiego, dociskasz mu nawet język palcem, przez co on ma odruch wymiotny i całe plombowanie o mały włos szlak nie trafia. Jedyne co w tej pracy pozytywne, to to że zarabiasz podobnie do hydraulika (bynajmniej nie tego z plakatów).

Muszę przyznać, że oboje się dziś z dentystą nawzajem wymęczyliśmy. Wychodząc od niego cały zmęczony, zły i ze świadomością, że za tydzień czeka mnie to samo, chciałem wylać swoje żale tutaj pisząc o nadchodzących wyborach. Jednakże, jako, że kolega Cyc już zdążył ten wdzięczny temat był poruszył, nawet dość trafnie, ja nie napiszę nic, tym bardziej, że za kilka minut cisza wyborcza. Ograniczę się tylko do napisania, ze najbardziej boję się PiSzczących komunistów i ich zapędów w blokowaniu POstępowych reform, głównie podatkowych.

P.S. Widzę, że to ostatnie zdanie wyszło strasznie głupio. Cóż, nie nadaję się na agitatora, więc to tylko jako wyrażenie moich sympatii politycznych (wolno mi ;) ). A jak i oni wszystko popsują, to mój głos ma JKM.
piątek, 23 września 2005
Wielka akcja skanowania zdjęć z LO trwa, od dwóch dni skanujemy zdjęcia, obecnie jest ich coś koło 463 i to już w sumie większość, ale jeszcze z 200 powinno się znaleźć, będzie co oglądać. Dziewczyny już wiedzą na czym polega praca seksretarki: wyjąć stare zdjęcie, włożyć nowe, nacisnąć przycisk, i tak w kółko, w przerwach oglądanie Zbuntowanego Anioła (tylko Ania), tudzież 4Fun TV lub Cycowej Internetowej Kamerki, o której zainteresowany mówi, że jest prawie jak w TVN meen (tylko nie wiadomo czemu TVN ogląda kilka milionów, a Cyca w porywach do 10 osób, pewno to żydowsko-masoński spisek). Ja w sumie też się wprawiam w zawód seksretarki, bo gdy dziewczyny pracują to robię im kawę (nigdy nie wiem która to rozpuszczalna), herbatę i podaję pizzę i ciasteczka. Ponieważ przekładanie zdjęć to zajęcie niesamowiecie twórcze i wcale nie monotonne, to w czasie oglądania zdjęć zdarzają się wspaniałe filozoficzne przemyślenia w stylu: "Łukasz to ma niektóre zdjęcia, na których fajnie wygląda... ale chyba każdy ma takie zdjęcia na których fajnie wygląda." Ewentualnie pojawiają się dialogi w czasie robienia sobie nowych zdjęć:
"Jaką mam głupią minę zrobić?
- Uśmiechnij się."

A odnośnie inteligentych odpowiedzi to wczoraj miałem niewątpliwą przyjemność oglądania odcinka "Najsłabszego ogniwa", w którym niezwykle elkowentnie wyglądający osobnik na pytanie "Urząd wojskowy w osmańskiej Turcji na trzy litery, lub zdrobnienie imienia Agnieszka?" po wyjątkowo długim namyśle z rezygnacją w głosie stwierdził że jest to Ibn, czym wywołał u mnie kilkuminutową salwę śmiechu, a co ciekawsze, mimo wszystko program wygrał. No cóż, od dziś do każdej Agnieszki będę się zwracał per Ibn.
wtorek, 20 września 2005
Wczoraj po południu wsiadłem do samochodo. Słuchając "What is love.. baby don't hurt me" wykonywałem charakterystyczny motyw z głową. Na poczcie wysłałem paczkę do Warshau, odebrałem Fankę Dżemu od dentysty, na tylnym siedzeniu siedział Tata. Pod domem zatrzymałem się przed bramą, Fanka wysiadła by ją otworzyć, a ja spokojnie skręciłem kierownicą, wrzuciłem jedynkę, puściłem hamulec i leciutko dodałem gazu. W czasie wykonywania powstarzanewgo bez mała setki razy manewru, na przeciwko mnie znalazło się słoneczko, którego promyczki zgodnie z zasadą najkrótszego czasu Fermata powędrowały prosto od mego oka, tak, że nic nie widziałem. Samochód ruszył się z miejsca, a ja spokojnie dodałem gazu, by wjechać na podwórko..... i przyjebałem w bramę.
poniedziałek, 19 września 2005

Czwartek
Nie było tym razem Dawidka, ale za to w przedziale jechał ze mną Grześ z Mamusią i Dziadkami, sympatyczny (czasem nawet za bardzo) żywiołowy (za bardzo), roszczeniowy (troszkę), cztero-pięciolatek (metryki nie widziałem). Parę jego tekstów:
"Mogę wyrzucić skórkę od banana przez okno, żeby dokarmić mamuty?"
"Chodźmy pooglądać księżyc, ja lubię oglądać kiężyc, ostatnio z mamusią oglądałem!"
"Mam jeszcze pięć buziaków dla dziadka... cmok!"
"Dziadku, zrób mi malinkę." (serio)
"Chce mi się pić." (powiedziane około 100 razy przez 3 godzinki... 2 litry soku poszły)
"Mam jeszcze cztery buziaki dla dziadka... cmok! A dla babci to nie mam!"
"Ja chcę siedzieć tutaj."
"Ja chcę siedzieć tam."
"Ja chcę siedzieć przy oknie."
"Ja już nie chcę siedzieć przy oknie."
"Mamo daj posłuchać!" (gdy mama słuchała discmana)
"Babciu daj posłuchać!"
"Mam jeszcze jednego buziaka dla dziadka... cmok"
W takim tonie minęła mi podróż, przed samym Centralnym (Zoo Station) usłyszałem od rzeczonej babci:"Bardzo przepraszamy za Grzesia, on już taki jest, i życzę powodzenia na egzaminie."
Akademik jak akademik, znaczy się trzeba przyznać, że byl to obiekt nowoczesny... jak go budowali w latach 20. W jednej z dwóch łazienek na korytarzu (na około 40 pokoii) przy jednym prysznicu była nawet zasłonka, o innych luksusach nie ma co pisać. Manieczki przez całą noc zza ściany...

Piątek
Wcale nie pisałem egzaminu, nie ściągałem, nie alkoholizowałem się przed wynikami, nie byłem w Macu, Cyc nie podrywał jakiejś panienki i nie zrobił mi siary w metrze. Nie wróciliśmy na wydział i nie poszliśmy na wystawę fizyczną, nie prowadziliśmy dyskusji na tematy polityczne i aborcji, nie dostałem 3,5 i wpisu, nie złapał mnie deszcz w drodze do studenta, nie piłem wynalazków. Na Zoo Station w kolejce po bilet jakiś gość przede mną nie zaproponował mi kupna biletu i nie powiedział, że mnie zna z widzenia i nie wiedział dokąd jadę, ani co studiuję. I nie kupiłem sobie "Morta" na drogę, który się nie okazał jednym z lepszych Praczetów i całego go jeszcze nie przeczytałem. Bohemian nie jest najokropniejszym pociągiem do domu, i nikt w nim nie zamknął wszystkim drzwi w jednym przedziale, żeby ludzie stali na korytarzu. Nikt w pociągu nie wyzwał mnie od pijaków. I nie chodzę od piątku cały szczęśliwy...

P.S. Mam dla was dwa pytanka:
1. Kogo ze znajomych przypomina wam Grześ? ;)
2. Co z tego co napisałem w piątek jest prawdą? (Kto zgadnie wszystko, temu stawiam dowolne piwo... ;) )
czwartek, 15 września 2005
Heh, jutro znów jadę do Warszau, bo w piatek o 8 rano powtórka z rozrywki, a właściwie to z fizyki, którą zafundowałem sobie całkując powierzchni, a nie po konturze, czym udowodniłem prof. iż prawa Amper'a nie umiem i do poprawki się nadaję. Akademik zarezerwowałem, by uniknąc sytuacji sprzed dwóch tygodni, gdy zadzwoniłem do administracji i się dowiedziałem, że tak, że wolnych miejsc mają na pęczki i mogę przyjechać o której chcę i ktoś tam będzie i wogóle to rejestrować się nie trzeba. A jak przyjechałem dzień przed egzaminem o 21, to miły pan z recepcji powiedział, że wolne miejsca to może i mają, ale on klucza nie ma i że mogę poczekać na dziewczyny zajmujące się hotelikiem, tyle że ich nie ma tam gdzie byc powinny bo sobie poszły i niewiadomo kiedy się doczekam, a wogóle to trzeba się było zarezerwować. Po czym po blisko pół godzinie, jak już pisałem esemesa do kolegi, czy może by mnie nie przenocował, pokazała się dziewczyna od hoteliku i że wolnych miejsc to nie mają, chyba że w jednym segmencie z jakąś babką, co to dopiero ma przyjechać i że dobrze że przyszedłem teraz bo właśnie wychodziłą na imprezę i pojawiła by się dopiero jutro rano. Czyli rzeczywiście nie ma żadnych problemów ze spaniem i słuchaj się Olo dalej ludzi z administracji to daleko zajdziesz. :) Należy tylko dodac, że babka z pokoju obok okazała sie mieć darmowe wieczory czy weekendy w plusie od 18 (a Adam to imię męskie), co skrzętnie wykorzystała, a mnie dane było słyszeć przed snem o problemach Dawidka i innych pierdołach (nie ma to jak dobry nastrój przed examem).
Acha byłbym zapomniał, jutro nocuję w jenym ze słynniejszych akadmików PW, tak zwanym Alcatraz. Ale skoro przeżyłem Akademik ASP w Gdańsku, gdzie powitano nas słowami "No przespać się tu możecie, ale wiecie, to jest akademik... hmm, macie śpiwory?" to już nic mnie nie zaskoczy. Zresztą podobno nawet nie ma karaluchów (jak w Babilonie, gdzie po dwóch tygodniach przestałem się bać małych przyjaciół chowających się za ręcznikiem, w lodówce i przestały na mnie robić wrażenie robic ich wyścigi na mojej poduszce, gdy obok czytałem książkę), są za to podobno prusaki. Na zakończenie najładniejsze zdjęcie Alcatraz jakie znalazłem w Internecie:


poniedziałek, 12 września 2005
W piątek na terenie 32 Bazy Lotniczej w Łasku (jak to dumnie brzmi ;)) miał miejsce II Międzynarodowy Piknik Lotniczy (też to dumnie brzmi, ale w sumie był to zwykły festyn, tyle że z samolotami ;) ). Ale główna atrakcją były dla nas nie tyle samoloty, co Dżem, na który się wybraliśmy (bez Słoneczka niestety :(, ale za to Inna Wielką Fanka Dżemu ;)).
Baza lotnicza, rzeczywiście leży w Łasku, a dokładniej, jakies 10 km za nim. Trzeba przyznać że robi wrażenie. Wszędzie jacyś żołnierze, jakieś hangary, wojskowe pieski, stojące w rzędach ciężarówki, klimacik normalnie jak w Hairze, aż się chce śpiewać "Manchester in England, England, across the Atlantic sea...", ale chyba miałem nie o tym. Lotnisko okazało się polanką wśród drzew, dość sporą nawet, miejsce na pierwszy rzut oka wystarczające na pole pod Przystanek Woodstock, a jeszcze by trochę trawki pewnie zostało. Oczywiśćie scena oddalona od parkingu o jakieś dobre, dwa czy trzy kilometry, które trzeba było drałować na nóżkach.



I tu pierwsze zaskoczenie. Zazwyczaj koncerty zaczynają sie "nieco" później niż wynikałoby to z planu i tak też myśleliśmy o Dżemie, na który dojechaliśmy jakieś dziesięć minut, przed oficjalnym startem. Idziemy sobie spokojnie pasem startowym podziwiając strażaków ("Natonowe zioomy"), radary i jakiś duży budynek, którego budwoniczowie mieli fantazję, malując go na moro (wcale nie było go widać ;)), a dochodzi nas jakaś muzyka. I w miarę zbliżania sie do źródła dźwieku, rozpoznajemy, że to kurdeblade chyba Dżem sobie wczesniej zaczął pogrywąc, co Karolina skomentowała "Niedograli tego, taki bałagan troche.", po czym znacznie przyśpieszylismy, bo to w końcu Dżem grał, a my słyszleiśmy go jeszcze niezbyt dobrze. Zanim doszliśmy pod scene, to minęły nam jakieś trzy piosenki, ale mówi się trudno. Drugie zaskoczenie, całkiem poytywne, to że, ludzi nie było zbyt wielu i spokojnie można było się bawić w trzecim rzędzie. Po pierwszej piosence i zachwycie, że to naprawe Oni ("O Otręba, o Styczyński") słyszymy pierwsze dźwięki Naiwnych Pytań.



Grają cudownie bluesowo, Maciek Balcar próbuje poderwać publikę do wspólnego śpiewania, jednak z mizernym skutkiem, fanów jakoś mało, a i niemrawi też troszke są. Później słychać Do Kołyski, piosenka, która mnie zbytnio nie porywa a refren pasuje mi bardziej do Lady Panka, ale można tą jedną piosenkę im wybaczyć. Nie jestem pewien czy nie mylę kolejności, ale grają jeszcze jakiś nikomu nie znany (może nawet nowy) całkiem przyjemny kawałek, potem Szeryfa, ale dopiero wtedy ma się zacząć. Balcar prosi o wsparcie i zaczyna Sen o Victorii. Ludzi jakoś już więcej, bo pół piosenki śpiewaja fani ( w tym niestety ja psuję innym koncert ;), ale nie mogłem się opanować). Teraz jest juz tylko lepiej, piosenka, bynajmniej nie wyborcza: Kaczor, kaczor, coś narobił, "a o piwie tylko śnie", gitarki hulają na całego, klawisze śmiagają, a Maćkowi głos dopisuje, publika mu odśpiewuje, a gdyby jeszcze byłoby obok mnie Słoneczko, to wogóle byłoby super. Dedykacja dla kierowców jednośladów, a pod sceną pojawia się najprawdziwszy Harleyowiec ("Harley mój to jest to, kocham go") i piosenkę urozmaica swoim tłumikiem, zresztą dość ciekawie.



Jeszcze kilka piosenek, zaczyna się nowa i śłychać tylko perkusję, po rytmie mozna poznać Wechikuł czasu, i kurde, tylko to pomyślałem i wchodzi jeden z energiczniejszych i bardziej charakterystycznych intr Polskich. W czasie perfekcyjnego wykonania publika śpiewa, pod koniec prezentacja zespołu, do mikrofonu podchodzi Jurek Styczyński i wspomina o Ryśku i Bergerze, ta piosenka nadaje się do tego jak żadna inna. Schodzą ze sceny, ale my im tak łatwo nie damy odpocząć. Dość długa przerwa i pojawia się Styczyński, po nim reszta i dwie bisowe piosenki, mniej znane, teraz nie pamiętam tytułów. Znów się żegnają, ale nie ma tak łątwo, gardło siada, ale krzyczeć trzeba. Wspomagany okrzykami połnagiego kolesia z Turku z wielkim czarnym transperentem Dżemu, na scenie znów pojawia się Styczyński, tym razem z akustykiem, który jak się bliżej przyjrzeć okazuję się mieć 12 strun, i rozpoczyna Autsajdera. Kurcze odlot, atmosfera świetna i zaczynają ostatni już kawałek, oczekiwane długo Whiskey. Styczyński zaczyna akustycznie (już wiadomo jak to należy grać przy ognisku), pod koniec wraca do złotawego Gibsonika. Wykonanie perfekcyjne, ale to już niestety koniec, schodzą ze sceny i już nie wracają, a szkoda, bo słuchaliśmy ich tylko nieco ponad półtorej godzinki.
Potem fotki przy samolotach (nawet w środku Miga-21, całkiem przyjemnie się siedzi) i wracamy pod scenę, gdzie spiewa Flinta. Niestety po Dżemie ciężko nas zachwycić i po kilku piosenkach udajemy się w drogę powrotną do samochodu. Ani dobry głos, ani gibanie się po scenie w dżinsach nie zatrzymają nas dłuzej. Widac, że Ewelinie brakuej dobrych tekstów, zepołu i piosenek, bo to jeszcze nie jest to na co ją stać. Wyjątek stanowi Dziwny jest ten świat, który był doskonałym zakończeniem naszej części koncertu i trzeba przyznać, ze pozytywnie mnie zaskoczył, wykonanie naprawdę potężne, ale to w sumie jedyna piosenka, która mi się podobała.
W tą stronę pas startowy wydawał się dłuższy, albo może po prostu my się nie śpieszyliśmy już na Dżem. Trochę zabawy z szukaniem na ciemnym polu ciemnej Nexi i powolny powrót do odmu w sznurku samochodów. A na zakończenie dnia dowiedziałem się jaką pyszną pizzę robi moje Słoneczko, którą (pizzę nie Słoneczko) spałaszowałem przed północą, na pohybel mojej wadze...

Podsumowywując koncert jeden z przednich, choć nie było takiego kilmatu jak pół roku temu na Juvenaliach ("Juve, juve, juvenalia, kto nie pije, ten kanalia..."), ale wynikało to pewno z braku Słoneczka, przedterminowego rozpczęcia koncertu, wczesnej pory (o 19:30 jak się zaczynało ściemniać i robić przyjemnie to Oni właśnie kończyli) i fanów których było mniej w Łasku niż w Warszawie. Ale konkluzja jedna: coraz więcej koncertów ostatnio odwiedzam i tak trzymać. :) A niedługo może czekają mnie Sting i Normalsi... :)

P.S. Dla chętych są fotki z koncertu do ściągniecia tutaj. Aby je pobrać należy kliknąć na dole strony Free, potem poczekać około 20-30 sek i pojawi sie na dole strony link do archiwum (około 12Mb).
czwartek, 08 września 2005
Komentarz na Onecie, po wczorajszym meczu, że niby Rasiak gra jak kłoda: "Rasiak to leśne imię każdej przystoi roślinie!!
Grzesiu to imię męskie u nas darmowe drzewo w tartaku od 18!!"

Poza tym właśnie przeczytałem, że porwano z Krakowskiego Zoo kangura, widocznie ktoś będzie miał na befsztyki... :)

Dla znudzonych artykuł o seksie w III Rzeszy.. ;) A na mnie czeka fizyka.

środa, 07 września 2005
Do trzech razy sztuka, za czwartym sie zdaje. :) Udało mi się w końcu dostać 34/60 pkt z Analizy i mogę powiedzieć, że jestem studentem 3 semestru. :)
Chciałem z tego miejsca, korzystając z okazyji, nadejszłej wiekopomnej chwili podziękować wszystkim którzy mnie pomogli. ;) W szczególnośći Mojemu Słoneczku "Ucz się bo jak nie zdzasz, to będzie na mnie", Karolince za zeszyciki, Shacuunowi, Tosterowi, Myslovitz, U2, za pobudzające koncerty, Rófjanowi za mobilizacje "Olo kurwa, będzie przejebane jak nie zdasz", Oli za notatki, Gaikowi za fjordy i wsystkim innym też...
Jeszcze zdać dwójeczke i będziem się kąpać w wódce.... <zło> A teraz wracam do fizyki.

P.S. Karolinka, też sobie poradzisz. :)