Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki
poniedziałek, 29 października 2007
Wydarzenia wczorajszego wieczoru wymagają paru słów wyjaśnienia. Jeśli ktoś przypadkowy przeczytałby poniższą relację, mógłby mieć o nas złe zdanie. A wbrew temu, co można wywnioskować, jesteśmy w miarę normalną młodzieżą. Mamy poglądy, dyskutujemy o książkach, ekonomii, polityce, czasem nawet o sztuce (jeśli nowy teledysk Dody, to sztuka). Zajmujemy się czymś więcej niż oglądaniem filmów Tarantino i piciem alkoholu. Generalnie jesteśmy kulturalni, niektórzy z nas wiedzą jak zawiązać krawat, nie przeklinamy zbyt często i zdecydowanie ustępujemy miejsca staruszkom w metrze. Charakter tego bloga, nakazuje mi jednak pisać o tej naszej, nieco mroczniejszej naturze...

Od razu po telefonie od Ruflorda: "Rozpalaj grilla, wjeżdżamy za piętnaście minut.", wziąłem się do rzeczy. Trochę węgla, morze rozpałki, jedna zapałka i już po chwili ruszt radośnie grzał się nad ogniem. Przedwcześnie. Gdy usłyszałem domofon jakąś godzinkę później, grill swoje najlepsze minuty miał już za sobą. Od progu dostałem od Ruflorda i Rufjana po butelce z piwem. Pustej i przed chwilą wypitej. Do wyrzucenia. Wpadł Buczek i się zaczęło.

Normalny Światowid, to cztery kolejki, na cztery strony świata. Tym razem dodaliśmy też kierunki pośrednie. Podwójny to osiem. Zero siedem, przeczytane przez czterech (Ola nie pije), w czasie poniżej trzynastu minut to jednak zbyt szybko. Rozbijanie karczków, gdy nie ma się młotka, to niełatwe zajęcie. Używając swojej dłoni, dobrze poradził sobie z tym Rufjan, nieco gorzej Buczek, który robił to, przez foliowy worek. "Nie musisz jebać przez worek." - stwierdził rzeczowo Ruflord, co ja uzupełniłem "Buczek. Jak masz tabletki, to nie musisz jebać przez worek "

Czytaliśmy dalej, Ruflord zgrillował karczki, ja spaliłem grzanki, zapojka zaczęła znikać w zastraszającym tempie.
- Buczku, kupiłeś sok? - padło pytanie, bo coś napoju było mało.
- Kupiłem trzy cytryny.
- Ale to jest gazowane. - zdziwił się Ruflord.
- Nie, kupiłem trzy cytryny. - Buczek twardo obstawał przy swoim.
- Ale jest taki napój gazowany, trzy cytryny się nazywa. Gazowany. - wyjaśnił Ruflord.
- Kupiłem trzy cytryny. - magiczna mantra.
- Czekaj, czekaj, to ja tu czegoś nie rozumiem. Kupiłeś takie normalne trzy cytryny, takie żółte? - Rufjan nie mógł opanować zdziwienia.
- No meen, dokładnie.
- A na huj?
Okazało się, że Buczek miał zamiar zaserwować nam siwuchę, na sposób tequilli (czyli z cytryną i solą). Cytryny kupił wcześniej, ale w monopolowym zabrakło siwuchy, więc pomysł upadł, a on kupił nemiroffa. Mogliśmy sobie co najwyżej lemoniadę zrobić.

Potem było już tylko gorzej. Gdzieś Buczek zapytał się, który dzisiaj jest. "Niepłodne." Odpowiedział Ruflord. Prosto z konkursu w Poznaniu, dotarł Cyc. Czubata szklanka wódki, na powitanie (chleb i sól też była), przybliżyła go do naszego stanu. Usłyszeliśmy o mistrzach świata w programowaniu zespołowym i świetnym lachonarium z stolicy Wielkopolski. Uznałem, że Oli jest smutno, bo nie pije, więc zrobiłem jej kisiel (smutno ci, może kisiel?). A potem zatańczyłem greka zorbę. Sam.

A potem poszliśmy szukać Asi, bo nie mogła do nas trafić. A potem kupiłem hot-doga na Statoil. A potem poszedł Buczek. A potem przyszła Asia. A potem leżałem na trawie. A potem biegł do mnie Rufjan. A potem się zderzył i upadł na samochód. A potem kopnąłem go dwakroć. A potem się obraził i pojechał z Olą i Ruflordem. A potem zatańczyłem z Asią i Cycem greka zorbę. A potem jakiś psychodeliczny kawałek Iggiego Popa, tylko z Asią. A potem się obudziłem sam w pustym mieszkaniu.

Była czwarta nad ranem, słychać było Lindę śpiewającego "już nigdy nie będzie takiego lata", na stole leżało wszystko i kieliszki pod stołem. A potem poszedłem spać.

niedziela, 14 października 2007

W związku, z pojawiającymi się ostatnio coraz częściej pytaniami. Odpowiadam, że:

Tak, mam wspólokatora.

Tak, to dziewczyna.

Tak, jest ładna i sympatycznia. 

Nie, nie sypiamy ze sobą. 

piątek, 05 października 2007

Za tydzień premiera. Filmu. A dokładniej ekranizacji baśni Neila Gaimana. "Gwiezdny pył ", to opowieść o chłopcu, który chciał spełnić pragnienie swego serca. I o drugim, który zakochany w dziewczynie obiecuje, że przyniesie jej gwiazdę, która właśnie spadła z nieba. 

Zapowiada się świetnie. No i De Niro, że o Michelle Pfeifer jako złej czarownicy tylko napomknę. Dobra wiadomość, dla tych, którym się nie podobało zakończenie książki: Gaiman pisze na swoim blogu, że film ma zupełnie inne. Więc jest na co czekać.

A potem czeka nas Beowulf. I nie wiem, co mnie bardziej ciągnie do kina. Czy Robert Zemeckis, jako reżyser, czy Gaiman jako współautor scenariusza, czy Angelina Jolie w zwiastunie...

A o samym Gaimanie, będzie innym razem...