Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki

Warshau

niedziela, 18 stycznia 2009

A tymczasem postanowiłem trochę bliżej poznać Warszawę. Nie znaczy, to że nie wiem jak dojechać z Żoliborza na Ochotę i nie mam pojęcia gdzie te dzielnice w ogóle są. Ale mieszkać w jakimś miejscu, a trochę więcej się o nim dowiedzieć to dwie różne rzeczy.

Do zagadnienie podszedłem systematycznie, czyli zacząłem zaopatrywać się w fachową literaturę. Uznałem, że "Spacerownik" Gazety Wyborczej (tak, wiem że to żydowska gazeta) będzie dobrym wyborem. Jest to lista tras po dzielnicach Warszawy, które zawierają miejsca warte odwiedzenia. Można się z niego dowiedzieć na przykład, że Ursynów kiedyś był nazywany "Rozkosz", ale ostatecznie przyjęła się ta pierwsza wersja. Szkoda, że tak się stało.

Z Mayaxandrą wybraliśmy się na krótki spacer z książką w ręku po Czerniakowie. I rzeczywiście dzięki spacerownikowi dowiedzieliśmy się gdzie mieszkał przed śmiercią Jan Nowak Jeziorański, w której parafii figurka Jezusa jest ubierana tak, jak w Hiszpańskich kościołach oraz znaleźliśmy fundamenty gigantycznego zbiornika gazu sprzed kilkudziesięciu lat.

- Chodźmy tam, gdzie jest ten ładny pomnik.- powiedziała Mayaxandra.

- Nie. Pójdziemy tam później, teraz idziemy w stronę tej kamiennicy. - odpowiedziałem.

- Dlaczego nie możemy tam iść teraz?

- Bo tak jest w przewodniku.

Zawsze chciałem oprowadzać wycieczki.

Drugą pozycją w bibliografii to "Zły" Leoporda Tyrmanda. Jeszcze jej nie skończyłem czytać, ale książka ta traktuje o tajemniczym Zorro, który rozprawia się z chuliganami w powojennej warszawie i genialnie nadaje się do czytania w czasie jazdy autobusem po mieście, ponieważ co chwila przejeżdża się koło kolejnego miejsca akcji. Zresztą bardzo lubię czytać książki o miejscach w których jestem. Nie zdarza się to często, ale w planach mam przeczytać całe Nigdziebądź, Neila Gaimana w wagonach i na stacjach Londyńskiego Metra. A jak to się uda, to chyba pomarzę o ponownym zgłębieniu twórczości Larry'ego McMurtry'ego słuchając country Teksasie.

środa, 30 stycznia 2008
Ja nie napiszę inżynierki w jeden dzień?
piątek, 14 września 2007

Wyprosiliśmy przesunięcie terminu na wczoraj, a wczoraj przesuneliśmy na dziś. 

Cyc: wymysl jakis przekonujacy powod, czemu dopiero teraz to oddajemy

tJeden: to znaczy czemu po wakacjach, czy czemu w piatek?

Cyc: no czemu po wakacjach dopiero

tJeden: za granica bylismy, albo ja na przyklad bylem

Cyc: caly semestr? ;]

tJeden: nie, wakacje

Cyc: ok

tJeden: a w semestr to praca panie praca

Cyc: no wlasnie

tJeden: a w wakacje irlandia, praca panie praca

Cyc: ja tu sie zareczylem, na slub sie szykuje

tJeden: no ;]

Cyc: ty masz ojca na morzu
jakos pojdzie ;]

wtorek, 11 września 2007
Mineła trzecia w nocy. Tjeden wyjął z opiekacza trzy hot dogi. Polał ciepłe bułki keczupem i postawił je na stole obok dwóch butelek coli, kilku zapisanych kartek i pustej puszce po red bullu.

Cyc spojrzał na hot dogi, podrapał się po głowie i wrócił do pisania. Na przedmiot zapisali się w lutym, na wykłady przestali chodzić w okolicach kwietnia. Ostateczny termin oddania projektu upłynie jutro. Może by zdążyli, gdyby nie to, że temat wybrali cztery dni temu, a zaczeli pisać kilka godzin temu. Ale, kto powiedział, że nie da się napisać systemu plików w jedną noc? Praktycznie w pojedynkę, bo rola tJednego ograniczyła się do podlewania Cyca colą i pytania się jak idzie.

Cichy szum wentylatorów zakłócił lekko niewyraźny głos Cyca: "Kurwa, nie dziwota, że nie działało." Tjeden spojrzał z nad klawiatury na niego i wrócił do pisania notki. Wolał nie myśleć o zaliczeniu, o swojej jutrzejszej prezentacji w pracy, która nie była w pełni gotowa, o tym egzaminie pojutrze, a tym bardziej o tym dwa dni później. Taak, wrzesień w pełni.

W sumie był tak głęboko w dupie, że już widział migdałki.

środa, 05 września 2007

To nie moje, to współokatora, publikowane za jego przyzwoleniem.

Wtorek
Witam. Jestem w pracy i postanowiłem pisać pamiętnik, żeby zawsze wiedzieć czym się zajmowałem, jakby mnie ktoś zapytał.
Dziś zacząłem pracę o 9:37, ale wpisałem 9:45, by być fair w stosunku do firmy. Nawet nie zrobiłem sobie wtedy herbaty. Uruchomiłem komputer, ściągnąłem zmiany od wczoraj i uruchomiłem kompilację. Pozwoliłem sobie na przerwę na herbatę
10:41 nadszedł czas na zebranie. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że wczoraj nic nie działało i że dzisiaj będę się starał by nie działało.
12:30 okazało się, że to nie moja wina, że nie działa. Siła wyższa.Dostałem inne zadanie.
13 było śniadanie (śniadanie jest wliczone w czas pracy). Regulaminowe 15 minut + 8 minut które zaoszczędziłem rano. Pizza.
13:18 już pracowałem.
14:10 baza danych już nie działała, a ja już nie pracowałem. Jestem zrozpaczony - od 72 minut nie mam zadania do wykonania, bo nie mogę wykonywać tego co do tej pory z przyczyn wyższych.
15:35 Baza działa, ale teraz ja musze iść do toalety.
15:37 Biegłem do niej - niech wszyscy wiedzą jaki jestem zalatany.
16:43 Postanowiłem zostać dziś 15 minut dłużej w pracy za darmo - gratis. Leży mi na sercu los firmy.

Środa
9:30 Jestem w pracy od 3 minut, ale dopiero teraz wpisuję, że przyszedłem. Uczciwość przede wszystkim
10:50 Zaczynam pracę.
10:53 Muszę do toalety.
10:55 Pozwalam sobie na wyjście do toalety.
11:00 Mówię na spotkaniu działu, że wczoraj nie zrobiłem nic i że będę kontynuował dziś.
12:00 Dziś jest dobry dzień na pracę. Posiedzę 9 godzin.
16:02 Korzystajac z pobytu w toalecie wymyśliłem, że przydałby się taki papier toaletowy schowany za szybką w kiblu. Obok byłby młotek a na dole napis - brejk in kejs of emerdżensy.
18:00 Kumpel właśnie chlusnął sobie wóda w oczy, aby pokazać wszystkim jak bardzo jest chory - idzie dziś na impreze i nie chce iść jutro do pracy.
18:10 Czytając ostatnie zdanie doszedłem do wniosku, że jest ono napisane wyjątkowo niejasno. Otóż chodziło o to, by jego oczy wyglądały na przekrwione i zmeczone.

piątek, 31 sierpnia 2007
Tjeden, wiodący lider w dziedzinie dobrej zabawy, poszukuje osoby na stanowisko:

Współlokator

Miejsce zamieszkania: Warszawa, Imielin - 12 minut spacerkiem do metra. Wolne od października.

Oczekiwania:

  • Studentka/Student, ewenetualnie ktoś w podobnym wieku.
  • Osoba: wesoła, inteligentna, bezkonfliktowa, niepaląca, zachowująca czystość (w miarę :)).

Mile widziane:

  • Długonogie blondynki ;)
  • Podobne zainteresowania.
  • Rockowo, bluesowe fascynacje muzyczne (Znajomość dyskografii Pink floyd będzie dodatkowym atutem.)

Oferujemy:

  • Mieszkanie w młodym, dynamicznym i nacechowanym na sukces zespole.
  • Atrakcyjne warunki zamieszkania w ładnej i bezpiecznej okolicy. (Blisko do Real'a, basenu, kina, McDonald'a, Chińczyka, KFC i hospicjum.)
  • Umeblowany pokój (coś koło 15 metrów kwadratowych) w 40 metrowym mieszkaniu.
  • Na wyposażeniu pralka, lodówka, mikrofalówka, zepsuta zmywarka, piecyk i trochę innych wygód.
  • Kilkunastometrowy ogródek z tarasem i zadbanym trawnikiem.
  • Udział w Olonaliach.

Osoby zainteresowane prosimy o przesłanie CV, bądź listu motywacyjnego na adres:

tjeden (at) gmail.com

Z dołączoną klauzulą: 

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w mojej ofercie zamieszkania dla potrzeb niezbędnych do realizacji procesu rekrutacji (zgodnie z Ustawą z dn. 29.08.97 o Ochronie danych Osobowych Dz. U. nr 133 poz. 883 z póżn. zm. )

piątek, 06 lipca 2007

6.45 wstaję

7.30 wychodzę do pracy

16:45 wracam z pracy

17:00 jem obiad

18:30 wychodzę z domu

2:00 wracam do domu

2:01 śpię

6.45 wstaję

 

Z drobnymi modyfikacjami tak mi mija ten tydzień. Dorzucając do tego fakt, że przez ostatnie miesiące funkcjonowałem tak jakbym mieszkał w tej samej strefie czasowej co Nowy Jork, (spanie o 3, pobudka o 11) nie jest łatwo się przestawić. Zwłaszcza, że do południa jest dla mnie głęboka noc, więc przez pierwsze kilka godzin oczy same mi się zamykają i rozpaczliwie próbuję nie zasnąć (czasem nawet mi się udaje). Sprawę pogarsza fakt, że głównym moim zadaniem obecnie jest czytanie dokumentacji (fascynująca niczym sprawozdanie z zeszłorocznej debaty o wpływie kapusty na system trawienny pingwinów), co powoduje, że średnio co kwadrans oczy odmawiają posłuszeństwa. Chyba trzeba będzie zastosować patent z Mechanicznej Pomarańczy. Albo zacząć pić kawę.

środa, 30 maja 2007

Cyc:
Wiesz co jest genialne w byciu w robocie?

Rufjan:
No nie wiem. Małe różnice?

Cyc:
Mozna pójść się wysrać, i ci za to jeszcze płacą. :)

sobota, 31 marca 2007

Czy wtedy, gdy jeden z nich przebiera się notorycznie za Adolfa Hitlera i wygłasza płomienne mowy? Czy może wtedy, gdy twój inny znajomy wywiesza w swoim pokoju własnoręcznie zrobiony obrazek, na którym widnieje człowiek ze śmiesznym wąsikiem i podpis "Arbeit macht fre"? Czy też wtedy gdy jeszcze inny twój kolega, zaczepiony pod akademikiem przez Mormonów, którzy mu wręczają flamaster i proszą by na białej tablicy napisał czym jest dla niego szczęście, nie pisze jak inni słowa seks, wódka lub core 2 duo, tylko że szczęscie to dla niego czystość rasowa?

poniedziałek, 29 stycznia 2007
Rufjan pięknie niedawno podsumował naszą sesję: "na politechnice jest coś magicznego w sesji... inni mają przejebane, a my wypoczywamy". Fakt, chyba największą zaletą tych studiów, jest to że w sesji człowiek ma wrażenie, że są wakacje. Nie mówię że jest łatwo, ale na pewno jest mniej do nauki niż w czasie semestru. Skutkuje to pewnym lenistwem, bo jak tu się uczyć, gdy masz na przyswojenie jakiegoś materiału aż kilka dni? Luksus nie do pomyślenia w ciągu semestru. Ale egzamin, egzaminem, zobaczymy jak pójdzie rano, to znaczy za 7 godzin. Chyba w końcu zajrzę do tych notatek, może to coś pomoże...
 
1 , 2