Dark side of the moon The Wall Wish You Were Here Achtung Baby HTDAAB Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Led Zeppelin Use Your Illusion I Use Your Illusion II Coma Dżem Nowoczesne przeglądarki

PKP

niedziela, 21 stycznia 2007
Nawiązując do przedsotatniej notki, dziś będzie krótko. Bardzo. PKP wydało jakiś czas temu kalendarz. Na nim to były osoby, szczęśliwe że jadą pociągiem, niczym obywatel IV RP. I hasła w stylu: "Jak zawsze będzie śnieg na święta.", lub "Mama pewnie już gotuje mój ulubiony rosół." Tym razem przeszli samych siebie. Ale tu wystarczy sam obrazek. Komentarz jest zbędny.


22:27, tjeden , PKP
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 stycznia 2007

Pociągi widmo

PKP przechodzi zmiany. Niewprawne oko może tego nie dostrzegać, jednak zagorzałym fanom nie mogą one umknąć uwadze. Nie chodzi tu tylko o takie detale jak likwidowanie ilości połączeń i przenoszenie ich na dziwne godziny. To ostatnie dotknęło nie tylko mnie, a także znajomych z Breaslau (pewnie dlatego, że tymi samymi pociągami jeździmy, tylko w innych kierunkach.). Pociecha z tego taka, że Ostrawianinem jeździ się tak jak w pierwszej klasie, bo wszystkie przedział mają po sześć miejsc i wygoda, a i komfort wzrosły. Dla uprzyjemnienia nam podróży PKP dodatkowo zwiększa ich czas (żebyśmy się zdążyli nacieszyć pociągiem). Ja wiem, że remontują linię kolejową (Warshau – Miasto Łódź), w celu skrócenia podróży o godzinę, ale na razie efekt jest odwrotny. A remont polega, na tym, że na odcinku 50 kilometrów (gdzie pociągi jeżdzą wahadłowo), pracuje około pół tuzina robotników, z czego jak ich widzę, to połowa ma zawsze przerwę na jedzenie. Choć mimo wszystko trzygodzinne opóźnienie pare tygodni temu wciąż robi na mnie wrażenie.

Kasy

Widać, że ktoś w dyrekcji PKP postanowił w końcu zadbać o Centralny. Ale mu nie wyszło. Prawda, zostały otwarte nowe kasy, ale jakiś bałwan oblepił je wielkimi, pomarańczowymi reklamami Intercity. Co mnie nawet zmyliło, bo są to wciąż te same kasy, co wcześniej i bilet na pośpiech dostanie się bez trudu. Ale po co zaklejać rozkłądy jazdy? Teraz każda głupia babcia ma wymówkę, czemu się pyta w kasie o której odchodzi pociąg do Krosna Odrzańskiego, z którego peronu odchodzi, i czy ona będzie przejeżdzać przez Bydgoszcz, bo tam ma znajomą, ale nie wie czy ta znajoma wciąż jeszcze żyje i...

Rozkład... PKP

Choć może dobrze zrobili, bo te żółte rozkłady co najwyżej do podtarcia sobie nimi za przeproszeniem dupy mogą służyć. Spróbujcie wybrać się do Łodzi lub Wrocławia, tak jak wam tam sugerują, to sobie poczekacie na peronie. Raz skuszony rozkładem przychodzę pojechać do Łodzi. Upewniam się, że pociąg odchodzi za kwadrans, a tu kicha. Pociąg który podług rozkładu jedzie do Łodzi, sepleniąca pani annonsuje jako do Łowicza, czy coś w tym guście. Ki diabeł myślę, idę na peron, a tam zonk. Wszystko wskazuje na to, że mi pociąg zamienili i ten co miał jechać do Łodzi, to nie jedzie do Łodzi, tylko gdzieś zupełnie indziej, a następny jest za ponad godzinę. Wkurzony niemiłosiernie, bo specjalnie się z zajęć urwałem, a tu mam mnóstwo wolnego czasu w jednym z najprzyjemniejszych miejsc w Warszawie. Zły bardzo, udaję się do informacji z pytaniem „Gdzie tu mogę dostać księgę skarg i zażaleń?”. A pani się mnie ze spokojnem pyta do kogo: czy do naczelnika, czy do kierownika stacji, dyspozytora... Widać, że nie tylko ja mam ochotę komuś wygarnąć. Mówię, że tak ogólnie na PKP. Więc pani mnie odsyła do okienka obok, które się okazuje kasą zwrotów. O nie, ja dziękuję z tym okienkiem nie będę zadzierał.

Panienka z Okienka

Już tłumaczę czemu. Okienko zwrotów to sztandarowa placówka PKP, gdzie są posyłane najcięższe i największego kalibru baby, gotowe własną piersią bronić każdych 2 groszy należnych lub nie PKP. Takie u których kupienie biletu w obie strony i od połowy trasy na pociąg pośpieszny graniczy z trudem. Bo mają trudności z wstukaniem paru liczb. Kilka razy zmuszony byłem korzystać z ich usług. Raz, właśnie wtedy gdy zastałem oszukańczy rozkład. Chodziło o podróż, tą gdy kilka dni temu mój pociag spóźnił się jakieś trzy godziny do Warshau. Jakoś w ciągu tej blisko sześciogodzinnej jazdy nikt nie sprawdzał biletów (pewnie konduktor byłby pod ziemię się zapadł, gdyby musiał tłumaczyć, czemu się tak wleczemy). A że akurat znów zdenerwowałem się na naszego narodowego przewoźnika, przypomniałem sobie o nieskasowanym bilecie sprzed kilku dni, to postanowiłem go zwrócić. A tu pani mówi, że nie, że widać że niewykorzystany, ale zwrócić mogłem go tylko w dniu podróży na stacji z której wyjeżdzałem. A to jest przecież bez sensu, bo bez biletu jechać nie mogłem, bo a nóż widelec by sprawdzali i co wtedy? Widać, że PKP nie takie głupie jak się wydaje i oszukać ich się łatwo nie da.

Ale największe wrażenie panienka z okienka (raczej baba) zrobiła na mnie jakiś czas temu, gdy wraz ze znajomymi i Heńkiem udaliśmy wymienić się jego bilet. Zostaliśmy uraczeni taką oto scenką, rodem z Misia. Przed nami w kasie stoi jakiś człowiek i gęsto się tłumaczy, że chce zwrócić bilet. Baba mówi mu, że musi mieć dowód zakupu, paragon, czy coś takiego. Koleś się grzecznie pyta, gdzie tu jest coś takiego napisane, bo to jakieś bzdury są. Na co baba bez słowa wyciąga wielką kartkę, na której napisane to co przed chwilą powiedziała i ze stoicikim spokojem przykleja ją do szyby. Koleś zdumiany pyta się, że co, on teraz ma jej jakąś kartkę przykleić? Baba wzrusza ramionami, wzrokiem wskazuje rzeczony tekst, a biedny człowiek musi się poddać i odstąpić. Z babą z kasy zwrotów nie wygrasz.

22:34, tjeden , PKP
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 marca 2006
8 Marca, rano, Alternatywy. Szykujac sie do wyjścia Taki Jeden dostrzegl brak u siebie skarpetek zdatnych do użycia. Co prawda było kilka par, ale nie byłoby humanitarnym wychodzić w nich na miasto. Od czego ma się jednak pralkę w postaci ślicznego zlewu, wody, środków czyszczących i pary rąk. Chwila i para skarpetek się suszy na karolyferku. Kurczę, trochę długo się suszą, a ja muszę niedługo wyjść. Pomn doświadczeń kolegów, którzy nawet spodenki od wuefu w mikrofalówce suszyć potrafili, postanowiłem tą samą sztukę powtórzyć u siebie. Jako, że jednak trochę niehigienicznym wydało mi się wkładanie (czysych bądź, co bądź) skarpetek do mikrofali, więc dla przezorności włożyłem je do foliowej torebki. Minuta podgrzewania, otwieram drzwiczki, skarpetki suchsze, torebka gorąca. Hmm jednak wciąż są zbyt wilgotne. Kolejna minuta, zaglądam, otwieram drzwiczki, wciąż mogłyby być trochę suchsze. Postanowiłem więc się nie przejmować, nastawiłem czas na 4 minuty i udałem się do bardziej absorbujących mnie czynności. Zbliżając się do mikrofali po tych czterech minutach wiedziałem już że coś tu śmierdzi. Nawet ślepy by poczuł. Czy wiecie, że po kilku minutach intensywnego podgrzewania foliówka się topi? Ja już wiem. Nie było to zbyt przyjemne, wyciągnąć parzące skarpetki oblepione czymś co wyglądało jak stopiony ser, a miało zapach spalonego plastiku*. Zapach utrzymywał się jeszcze godzinkę później gdy wychodziłem, mając na nogach inną parę (tym razem suszoną krócej).
Po posortowaniu kuleczek na zajęciach, jako że to Dzień Kobiet był, to i miło by było zjawić się u Ukochanej z kwiatkami, udałem się na dworzec. Zadowolony, bo zdążyłem 10 minut przed odjazdjem pociągu, nawet nie było kolejki w mojej kasie. Kurczę jak fajno. Czekam sobie na peronie, czekam, czekam (niczym na wysuszenie skarpetek rano), Pociąg nie przyjezdza, a za to słuchać w głośnikach, że owszem przyjedzie, tylko za jakies pół godziny, a poza tym to opóźnienie może ulec zmianie i wogóle mnie za to przepraszają. Sytuacja w sumie dziwna, bo stacja, z której pociąg startuje to dworzec wschodni, który jest po drugiej stronie rzeki i w sumie pociąg nie wiem czy jedzie z tamtąd 10 minut, więc do końca nie wiem, gdzie mógłby się opóźnić. Chyba na moście maszynista uznał, że popluje sobie do Vistuli. Zachwycony perspektywą dalszego spędzania czasu na ZOO Station, udałem się czytać gazety, a gdy po pół godzinnie wróciłem, dowiedziałem się, że pociąg zwiększył opóźnienie o koljne 10 minut. Cudownie. Gdy w końcu przyjechał po 45 minutach, informacja, że zatrzymuje sie tylko na Wschodnim, a potem już tylko w Lodzi. Dla mnie bomba, przynajmniej nikt nie będzie jechał do Żyrardowa i można będzie usiąść od razu, ekspres normalnie. Ekspres okazał się jazdą z dwoma osobnikami nimiłosiernie cmochającymi papierosy, ale przynajmneij fajnie o Open'erze rozmawiali. Jedziemy sobie już trochę, w kurtkach, bo ogrzewanie jakoś nie działa i tu największe zaskoczenie. Jak zapytaliśmy się pani konduktor po co nas przedział nie jest zbytnio ogrzewany, to powiedziała (uwaga), że w ramach rekompensaty może nas zaprosić do pierwszej klasy. Tak, że resztę podróży spędziłem jadąc niczym ten burżuj, w pierwszej klasie, zastanawiając się, czy pani po prostu rano dostała kwiatka od męża, czy tez przypadkiem coś na lepsze się nie zmienia w kochanych, ubóstwianych przeze mnie PKP. Co nie zmienia faktu, że w Mieście Szwaczek i Tkaczy byłem pół godzinki później. A Torianne przywitała mnie nie tylko pyszną pomidoróweczką. :)

*To był tak spalonoplastikowy zapach, jak tylko spalony plastik potrafi, czyli z gatunków tych, po których poczuciu twój nos żałuje, że kilkaset milionów lat temu wyewoluował.
11:51, tjeden , PKP
Link Komentarze (17) »